Na stronie internetowej Żaka możemy przeczytać trochę na temat
historii klubu, jest tam oczywiście fragment dotyczący Niemena:
"To tutaj pierwsze kroki stawiał niejaki Czesiek Wydrzycki śpiewając "wysokim dyszkantem piosenki rosyjskie i południowo-amerykańskie ballady", który z paryskiej Olimpii wrócił jako Czesław Niemen. Sam Niemen w wywiadzie dla Magazynu JAZZ w 1967 roku tak wspomina te czasy: ,,Jak zaczynałem śpiewać? W gdańskim klubie Żak, w kabarecie To-tu śpiewałem w duecie, później w tercecie piosenki ludowe Ameryki Łacińskiej i dosyć szybko przejąłem nowy kierunek w tej muzyce - jazz-sambę, zwaną później bossa-novą. (...) Jesienią 1962 skorzystałem z propozycji red. F.Walickiego i przystąpiłem do zespołu Niebiesko-Czarnych. Podczas koncertów, kiedy zespół odpoczywał za kulisami - wychodziłem na scenę i śpiewałem swoje bossa-novy akompaniując sobie na gitarze. Po prostu byłem takim przerywnikiem. Później śpiewałem z chórkiem Niebiesko-Czarnych jakieś twistowe przeboje. Nagrałem melodię z "Czarnego Orfeusza", chciałem ją oryginalnie zaśpiewać - nie najlepiej to wyszło. Po roku urzeczywistniłem dawne marzenia i skomponowałem pierwszą piosenkę "wiem, że nie wrócisz". Szczerze się zdziwiłem, kiedy chwyciła podczas moich występów w sopockim Non-stopie w lecie 1963. No właśnie, i Niemen i Niebiesko-Czarni występowali latem w Non-stopie czyli sopockiej, letniej scenie... Żaka. Tak, tak, podwaliny legendy Non-stopu to też robota Żakowców."
Józef Skrzek tak wspomina swoje związki z Żakiem:
"Żak w tamtym czasie to był powiew europejskości. Ludzie przyjeżdżali na Wybrzeże, bo Wybrzeże było wietrzne. Chodzi oczywiście o wiatr wolności i przemian, który zawsze był tam silnie odczuwalny. W Żaku spotykali się artyści z całej Polski, było także wielu gości ze świata. Poznałem tam całą masę ludzi, nawiązałem mnóstwo przyjaźni. Pamiętam niekończące się dyskusje toczące się w sali konferencyjnej m.in. z Jurkiem Skolimowskim i aktorką Aliną Janowską. Do tej pory na całym świecie spotykam ludzi, którzy kiedyś byli związani z klubem. W latach siedemdziesiątych wielokrotnie koncertowaliśmy w Żaku z SBB. To były początki naszego zespołu, więc niesamowite przyjęcie publiczności, która zawsze tłumnie przychodziła na koncerty dawało nam niesamowitą energię do grania. To był dowód, że zespół gra wartościową muzykę. Pozbyliśmy się kompleksów, SBB osiągnęło wtedy naprawdę światowy poziom. Żak był wówczas miejscem energetycznym, nośnym miejscem. Był jak wieża Babel, jak checkpoint łączący przaśną Polskę lat siedemdziesiątych z wielkim światem. Charakterystyczną dla niego otwartość dla nowych nurtów muzycznych starałem się swego czasu przenieść do śląskiego klubu Leśniczówka, który zresztą prowadzę do dziś. Żak był dla niej pierwowzorem."