Niemen Aerolit

Archiwum forum fanów Czesława Niemena

Muzyko moja

Dyskusje o twórczości Niemena.

Pan Piotruś. 2020-01-20 - 2020-01-28 Darek Sieradzki 4 6694
Darek Sieradzki
2020-01-20 14:42:15
Znajomy zapytał mnie dziś o pewien fragment który znalazł w zbiorze reportaży Jacka Hugo-Badera "Audyt" (ten sam fragment znajduje się w reportażu "Charlie powraca", https://wyborcza.pl/7,161389,23390225,c ... wraca.html - 16 maja 2018 - interesujący nas kawałek przeklejam poniżej):


Król Piwnej
Prawie taką samą czapkę ma pan Piotruś z ulicy Piwnej na Starym Mieście. Tylko on naciąga daszek na oczy. Niemal połowę życia spędził na tej ulicy, konkretnie dwadzieścia siedem lat z sześćdziesięciu. Konkretnie na schodku do kamienicy numer 7. Gra na gitarze i śpiewa, a Grzesiu jest jego zbieraczem. Pieniędzmi dzielą się po połowie, chociaż pan Piotruś ma dyplom ukończenia gdańskiej Akademii Muzycznej w klasie saksofonu, a Grzesiu zawodówkę budowlaną w klasie zbrojarz betoniarz.

– Jak wy na siebie mówicie? – pyta Charlie. – Bezdomni, menele, włóczędzy, kloszardzi?
– Włóczędzy to się wszędzie włóczą, a my tutaj przebywamy – oświadcza Piotruś. – Śpimy na klatce. One wszystkie zamknięte, ale potrafimy otworzyć łyżeczką.

Jest ich dwóch, Piotruś i pan Piotruś. Piotruś ma o piętnaście lat mniej od pana Piotrusia i zarabia na parkingach, pilnując samochodów.
– Ja dwadzieścia osiem lat byłem w handlu – mówi. – Swój interes miałem, ale poszedłem siedzieć, rodzina wyrzuciła mnie z domu i trafiłem na ulicę, a przecież tu, pod Świętą Anną, kiedy zaczął się nasz kapitalizm, miałem szesnaście i pół metra stołu z towarem. Ja byłem największy z tych, co tu stali.

Pan Piotruś też siedział w kryminale. Walnął milicjanta, ten upadł, uderzył głową w krawężnik i umarł po trzydziestu jeden dniach. Pan Piotruś dostał dwanaście lat.
– A saksofon pan ma? – pyta Charlie.
– Po co, jak nie mam zębów? A bez nich nie zagrasz. Czasami gram na organach u Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Rynku Nowego Miasta, bo jak organiście coś wypadnie, to mnie prosi, żebym go zastąpił. Daje stówę, a ksiądz drugą. Całą mszę umiem zagrać bez patrzenia w nuty, a na ulicy Czerwone Gitary, Trubadurów, z nowszych Budkę Suflera, do tego przeboje angielskie, francuskie, włoskie, a nawet po grecku. Znam czterysta piosenek.
– A rekordowy zarobek?
– Tysiąc siedemset euro. Akurat włoski utwór grałem. Gość szedł, zatrzymał się, wzruszył i daje tysiąc siedemset. Śpiewałem Ho preso la chitarra.
– O czym to jest?
– Żebym to ja wiedział. Chyba, że facet kupuje dziewczynie gitarę i jej śpiewa. Już tego dnia nie pracowałem. Poszedłem sobie na obiad do knajpy, kupiłem nową gitarę, jakieś ciuchy. I wypiłem, a jak forsa się skończyła, sprzedałem gitarę.
– A ja najwięcej od cudzoziemca dostałem pięć euro – wtrąca się Piotruś. – Siedział w kawiarni na ulicy, poprosiłem i dał. To jakieś dwie dyszki będą, ale co za to można kupić?
– Obiad zjesz – mówi Charlie.
– Odkąd wprowadzili parkomaty, przy samochodach można zarobić dopiero wieczorem i w wolne dni, kiedy nie trzeba płacić miastu za postój. Góra sto dwadzieścia złotych za cały dzień, ale ze trzydzieści kilometrów muszę przy tym przelatać, bo biegnę do takiego przez cały parking, a on złotówkę daje albo dwa złote! Dziad jeden! Albo mówi, że da, jak wróci. To co? Drugi raz będę do niego leciał?! A co to ja, helikopter w dupie mam, żeby tak latać? Jeden tu, drugi tam, a parking ze dwieście metrów długości. A jeszcze mi mówią, że ja za darmo pieniądze biorę. To polataj se cały dzień za sto dwadzieścia złotych, a jak jest zimno, to przecież flaszkę trzeba wypić, trzeba coś na gorąco… Na pusto nie będę biegał.
– Ja zarobiłem na parkingu trzydzieści siedem złotych – skarży się Charlie. – Ale tylko pięć godzin wytrzymałem. Na moje oko co piąty kierowca coś daje.
– Ale do każdego musisz pobiec, żeby cię jaki wieśniak z Ciechanowa, Ostrołęki albo z Łomży nie wyprzedził. Mnie się rzygać chce, jak słyszę słowo „Łomża”, bo to przyjeżdża taki i mówi, że parking jest jego, a ja z dziada pradziada warszawiak jestem i przybłęda jeden nie będzie mi mówił, czy ja mogę zarabiać na moim parkingu! No to są mordobicia. Na trzeźwo się tu nie da żyć.
– Mnie którejś zimy obliczyli, że sześćdziesiąt dwie setki wypiłem od godziny szóstej rano do dwudziestej trzeciej – rozmarzył się pan Piotruś niespodziewanie i nie na temat.
– To jest dwanaście butelek! – przelicza z uznaniem Piotruś. – Sześć litrów. Ja to góra pięć butelek przez dziesięć godzin. Dwa i pół litra, ale to na weselu było. Jadłem, tańczyłem…
– Ale jesteś wielki jak kopiec Kościuszki – ocenia Charlie. – A pan Piotruś chudziak okropny.

Karierę muzyczną zaczynał około siedemdziesiątego roku XX wieku w rodzinnym Gdańsku. Musiał przejść weryfikację w wydziale kultury urzędu miasta, który dawał zezwolenia na występy w lokalach gastronomicznych i na estradzie.

Po wyjściu z egzaminu na korytarzu spotkał Czesława Niemena.
– On chciał do estrady, ja do gastronomii. Po kilku minutach z pokoju wyszedł urzędnik i oznajmił, że jesteśmy kompletne beztalencia, więc oblali nas obu. Strasznie był Czesiu wkurwiony, powiedział, że ma dwie piosenki, a ja, że chętnie mu podegram, pojechaliśmy więc do Łodzi i nagraliśmy Stoję w oknie i Pod papugami. On grał na klawiszach i śpiewał, a ja podkładałem gitarkę. Potem wziąłem naszego singelka, jeszcze raz poszedłem na weryfikację i dałem w prezencie od beztalenci. Czesiu chciał mnie do zespołu, ale ja wolałem w knajpach, bo tam pieniądz wpada każdego dnia.


Wiecie może o kogo chodzi? Jak ma na nazwisko ów pan Piotruś?

Rozmawialiśmy o tym przez chwilę z Dominem, ale niewiele nam się tutaj zgadza z rzeczywistością :) Może ktoś jest w stanie zweryfikować ile tu jest fantazji, pomyłek i legend, a ile faktów?
Domin189
2020-01-20 16:30:54
Jacek Hugo-Bader w swoim reportażu (podkreślenie - DK)
– A rekordowy zarobek?
– Tysiąc siedemset euro. Akurat włoski utwór grałem. Gość szedł, zatrzymał się, wzruszył i daje tysiąc siedemset. Śpiewałem Ho preso la chitarra.
– O czym to jest?
– Żebym to ja wiedział. Chyba, że facet kupuje dziewczynie gitarę i jej śpiewa.

- to chyba kolejny wątek niemenowski, bo to brzmi jak fonetyczny zapis pierwszych słów "La prima cosa bella" :D
Piotr Starzyński
2020-01-20 19:06:49
Dobry wieczór WAM.
Dawno tego nie robiłem, ale dziś...zrobię- zauważyłem, że Domin ma...ponad 900 postów- gratuluję! :)
Tak trzymaj!
(Kiedyś gratulowałem okrągłych "setek" postów)
I jeszcze jedno- Darek zarejestrował się na Forum :N: …20.01.2004- dokładnie 16 lat temu i to Forum dzięki niemu zaczęło nabierać życia.
To dzięki Tobie, Darku, mogliśmy (i możemy) się TU spotykać- zarówno wtedy, gdy to Forum wypełniało nam ogromną pustkę po odejściu Czesława, jak i do dziś i...nadal.
Ogromne dzięki, Darku, za WSZYSTKO. :D :D
Po-zdrowie-nia serdeczne dla wszystkich.
Markovitz
2020-01-28 02:12:29
Edytowany 15 raz(y), ostatnio 2020-01-28 02:12:29 przez Markovitz
Na wstępie weźmy pod lupę czas i miejsce egzaminu weryfikacyjnego bohatera reportaży "Król piwnej" i "Charlie powraca" autorstwa Jacka Hugo-Badera.

Z cytowanego tekstu wynika, że Pan Piotruś "karierę muzyczną zaczynał około siedemdziesiątego roku XX wieku w rodzinnym Gdańsku.

Musiał przejść weryfikację w wydziale kultury urzędu miasta, który dawał zezwolenia na występy w lokalach gastronomicznych i na estradzie (...)

On (znaczy- Czesław- przyp. MZ) chciał do estrady, ja do gastronomii (...) Oblali nas obu. Strasznie był Czesiu wkur...ony".


Doświadczony reporter powinien zerknąć przynajmniej do jednej z książek o Niemenie, żeby skonfrontować relację Piotrusia z faktami z biografii Czesława Wydrzyckiego.

Wtedy dowiedziałby się, że Niemen podchodził do egzaminu weryfikacyjnego dwukrotnie: w 1964 i 1965. Pod uwagę należałoby wziąć drugi egzamin, bo miesiąc później została nagrana po raz pierwszy piosenka "Stoję w oknie", o której wspomina Pan Piotruś. Ten drugi egzamin Czesław składał przed komisją ministerialną w Warszawie, a egzaminatorem był aktor Kazimierz Rudzki a nie gdański urzędnik.

O współpracy Pana Piotrusia z Panem Czesławem Pan Jacek Hugo-Bader tak Czesiu (...) powiedział, że ma dwie piosenki, a ja że chętnie mu podegram, pojechaliśmy więc do Łodzi i nagraliśmy Stoję w oknie i Pod papugami. On grał na klawiszach i śpiewał, a ja (czyli Piotruś Pan) podkładałem gitarkę.


Epizod z płytą zasiał we mnie kolejną wątpliwość w wiarygodność relacji cytowanej przez znanego reportera. Winylowych singli nie nagrywano w pojedynczych egzemplarzach, a pocztówkę z wersją demo można było nagrać nie tylko w Trójmieście, ale też w niedalekim Elblągu! I jeszcze ta wycieczka do Łodzi... Trend był inny: to z Łodzi uciekali muzycy big-beatowi (jak Włodzimierz Wander) na Wybrzeże! Każdy słyszał o łódzkiej wytwórni filmów, ale łódzkie studio rozgłośni Polskiego Radia stało się znane dopiero w latach 90...

Wybór utworów na rzekomo nagraną płytę także budzi zdziwienie. Kompozycję Mateusza Święcickiego "Pod Papugami" Wydrzycki nagrał po raz pierwszy w 1963r. i nie był zadowolony z tego nagrania dokonanego z muzykami zespołu Bossa Nova Combo, z którym na co dzień nie współpracował. Piosenkę "Stoję w oknie" nagrał dwa lata później z Niebiesko-Czarnymi. Po oba te utwory sięgnął dopiero w 1968r. nagrywając z AKWARELAMI swój trzeci album. Podczas tej sesji nagraniowej Niemen wierny był konwencji soulowo- popowej i zmiana zaufanego gitarzysty Jaśkiewicza na bliżej nieznanego muzyka restauracyjnego nie wchodziła w grę.

W tym miejscu warto przypomnieć, jak w 1966 wyglądał nabór do zespołu AKWARELE. Otóż zaproszeni przez impresaria Niemena byli członkowie zespołu Chochoły na czele z perkusistą Tomaszem Butowttem i gitarzystą Tomaszem Jaśkiewiczem sami musieli się pofatygować do warszawskiego hotelu, żeby tam zaprezentować przed Czesławem i Franciszkiem Walickim swoje muzyczne umiejętności.

Znamienne, że po rozwiązaniu zespołu Akwarele Niemen pozostawił w kolejnym składzie Tomasza Jaśkiewicza i zaprosił do współpracy jazzmana Zbigniewa Namysłowskiego. W następnej formacji znalazł się także współpracujący z jazzmanami wybitny instrumentalista- Jacek Mikuła, a na gitarze wciąż grał Jaśkiewicz, który muzyczną przygodę z grupą Niemena zakończył z powodów zdrowotnych pod koniec 1971r..

Do wspomnianej grupy Czesław zaangażował muzyków Silesian Blues Band po rekomendacji Helmuta Nadolskiego. I choć ci młodzi wymiatacze nieco wcześniej grywali na hasiokach, to jednak byli świetnie przygotowani do grania bardzo ambitnej muzyki, a mający solidne przygotowanie muzyczne Józef Skrzek miał już za sobą współpracę m.in. z zespołem Breakout.

I chyba nikt wtedy nie słyszał, żeby Niemen szukał do swego zespołu kogoś zainteresowanego umilaniem czasu klientom branży gastronomicznej. Duży dystans do tego rodzaju działalności muzycznej był akcentowany zarówno przez lidera grupy, jak i przez Helmuta Nadolskiego. Ani jesienią 1971, ani kilka lat wcześniej Czesław nie potrzebował li tylko podgrywaczy, ale muzyków z ambicjami.

Co do tzw. weryfikacji- to w 1968r. mając kontrakt z Agencją Koncertową Polskiej Federacji Jazzowej (zwanej później PSJ) Czesław nie musiał zaprzątać sobie głowy egzaminem, bo ten problem sprytnie załatwili w Ministerstwie Kultury panowie: Stanisław Cejrowski i Franciszek Walicki. Uzyskali swego rodzaju zaoczną weryfikację dla solisty współpracującego z PSJ. Co prawda- na najwyższą stawkę koncertową (wg kategorii "S") Niemen musiał jeszcze poczekać kilka lat, ale wtedy miał już kontrakt zagraniczny i obyło się bez upokarzających egzaminów przed starszymi panami, którzy rzemiosła artystycznego uczyli się w latach 30. XX w wieku.

Jednego zdania z przytoczonego przez Darka reportażu (a właściwie chyba- opowiadania) Jacka Hugo-Badera nie będę podważał:

Po wyjściu z egzaminu na korytarzu spotkał Czesława Niemena.

Pan Piotruś mógł Go kiedyś spotkać, bo Pan Czesław mógł coś załatwiać w gdańskim urzędzie... To akurat może być szczera prawda.

Możliwe, iż była to sprawa związana z koncertami, albo kwestia stałego zameldowania, którego Niemenowi odmawiano w Warszawie...

Reasumując- temat raczej do innego podforum, bo jego związek z muzyką N.AE. wydaje się bardzo luźny...

PS Maria Szabłowska powiedziała kiedyś w jednej z audycji, że Czesław przemierzając z koncertami Polskę wzdłuż i wszerz wywierał silne wrażenie nie tylko na fanach, ale i na muzykach. I to oni po Jego śmierci organizowali i grali koncerty w hołdzie, albo wspominali swoje z Nim spotkania... I nawet jeśli fantazja zbytnio poniosła Pana Piotrusia opowiadającego historyjkę życia Panu Jackowi, to nie było moim zamiarem całkowite przekreślenie tych wspomnień, bo Niemen także dla niego był chyba kimś ważnym 8)
Darek Sieradzki
2020-01-28 18:45:03
Dzięki Marku za wnikliwą analizę i rozwianie choćby resztek wątpliwości. Moje opierały się na tym, że "lata 70-te" w pamięci ulicznego muzyka mogły być w rzeczywistości latami 60-tymi, ale szczerze mówiąc umiejscowienie opowieści 5-6 lat wcześniej nie czyni jej dużo bardziej prawdopodobną...

Cóż, jak się zarabia grając na ulicy, pewnie dobrze mieć taką historię w zanadrzu. Jej prawdziwość ma wtedy drugorzędne znaczenie.
Przejdź na: główną stronę z listą forów | listę wpisów z Muzyko moja | górę strony