[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest sob wrz 21, 2019 3:39

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 12:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 25, 2005 15:03
Posty: 421
No fakt :) Mam wymagania względem artysty, podejrzewam, że nie ja jedna :) A są one odpowiedzią na wymagania artysty względem widzów ;) I jesteśmy z artystą jeden:jeden :) Ja wymagam, żeby śpiewał do mnie, a on wymaga ode mnie uwagi i zainteresowania :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 16:33 
migaweczka pisze:
Mam wymagania względem artysty, podejrzewam, że nie ja jedna :)

Ja wymagam, żeby śpiewał do mnie, a on wymaga ode mnie uwagi i zainteresowania :)

Tak... Ja ze swojej strony daje artyscie a zwlaszcza jego produktowi, duzo zainteresowania i uwagi.

Patrzysz na to bardziej od strony wykonawczej. Czego ja oczekuje od wykonawcy... I czego wymagam (kiedys mialem taki podtytul - "sluchacz jam wymagajacy")...

Bez wiekszego filozofowania powiem, ze:
- profesjonalnego warsztatu (idac na koncert chce, zeby muzyk byl do tego koncertu dobrze przygotowany, niepotrzebnie dodam tez, bo to oczywiste, technicznie zdolny do wykonania zaplanowanego repertuaru)
- wartosciowego muzycznie repertuaru (bo w moim przypadku wlasnie to bedzie sila napedowa do ruszenia sie z domu).

Nie chcialbym, zeby sie wysilal grajac rzeczy ponad swoje sily, tak jak nie chcialbym, zeby tracil i moj, i swoj czas grajac rzeczy ponizej wlasnych mozliwosci, badz artystycznie mialkie.

Wiem, ze jest to cos innego, niz Ty proponujesz, ale dla mnie dobre przygotowanie do wartosciowego repertuarowo koncertu jest wlasnie "spiewaniem do mnie", bez wzgledu na potencjalne grymasy, badz mowe ciala... Wiekszosc koncertow na ktore chodze spedzam i tak z zamknietymi oczami - sluchajac muzyki. Pozostala czesc spedzalem czasem z partytura, czesciej jednak podziwiajac wizualnie "dialogowania" instrumentow. Widzialas kiedys Koncerty Brandenburskie? To trzeba widziec!

Z koncertow rockowych pamietam malo, z oczywistych przyczyn...
Zartuje!


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 16:45 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 25, 2005 15:03
Posty: 421
gasket pisze:
Widzialas kiedys Koncerty Brandenburskie? To trzeba widziec!

Chciałabym :) Koncertów słuchałam tylko i to nie wszystkich, a w przypadku takich utworów to trochę za mało... :) Ale lepszy rydz niż nic ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 18:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Trochę tutaj już powiedziano na temat układu artysta – słuchacz na koncertach, więc i ja spróbuję swoje trzy grosze dorzucić.

Zacznę od tego, że nigdy nie poszedłbym na koncert podczas którego ja, czyli widownia miałbym być traktowany przez artystę podmiotowo, co oznaczałoby że ten koncert jest dla mnie, dla widowni. Taki układ wydawałby mi się fałszywy i sugerowałby, że rzekome dzieło sztuki jest produktem, który ma się dobrze sprzedać. Artysta występuje na scenie dla mnie, to mi schlebia, ja jestem tym, na którego patrzą oczy artysty, ja jestem tym, który decyduje poprzez aplauz, czy gwizd o wartości produktu. Sprytny artysta, zabiega o aplauz, łechcze, a może nawet łechce moje upodmiotowione ego, moją próżność. Wszyscy się doskonale bawimy, wychodzimy z imprezy zadowoleni. Produkt się dobrze sprzedał, a ja dostrzegam w artyście wielki szacunek dla mnie.
Taki układ to nie mój świat. Nigdy dzieła sztuki szanujący się artysta nie może zafałszowywać dopasowywać do trendów, mody wykonawczej, gustów odbiorców wielkomiejskich, czy prowincjonalnych.

Ja chodziłem na koncerty podczas których artysta (którego siedząc na widowni traktowałem podmiotowo), odkrywał przede mną swój świat muzyki, wypowiadał się muzycznie, a nie zagadywał mnie.

Przez czas koncertu z wielką uwagą wtapiałem się w powstającą przestrzeń muzyczną, w klimat, który się pojawiał i nie czułem się oszukiwany, bo to ja przyszedłem na ten koncert, bo to ja chciałem tego posłuchać. Nigdy nie zaakceptowałbym sytuacji, że artysta gra dla mnie, bo jeżeli tak jest tzn., że mnie kupuje.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 19:13 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 25, 2005 15:03
Posty: 421
Andrzej Mróz pisze:
Nigdy nie zaakceptowałbym sytuacji, że artysta gra dla mnie, bo jeżeli tak jest tzn., że mnie kupuje.

Nie sądziłam, że mogę być tak postrzegana przez widownię... Jeśli wychodzę na scenie, żeby zaśpiewać dla ludzi, którzy przyszli mnie (i moich kolegów) obejrzeć, posłuchać i nagrodzić oklaskami (lub nie, bo to zależy czy im się koncert spodoba czy nie), to jestem fałszywa, kupuję widownię i lepiej byłoby żebym, jako wokalistka, wychodziła na scenę i egoistycznie patrzyła na czubek własnego nosa podczas śpiewania ? Nie ma mowy Andrzeju :) Ja śpiewam dla widowni, bo ją lubię, i nic tego nie zmieni :wink:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 08, 2007 21:15 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 29, 2004 17:43
Posty: 3231
Ja również nie zgadzam się z Andrzejem, bo zawsze uważałam, że artysta śpiewa dla publiczności. Oczywiście nie mówię tu o śpiewaniu "pod publiczkę" i schebianiu jej gustom.
Słuchając jakiegoś artysty na koncercie lubię czuć, że śpiewa dla mnie i mimo, że płacę za bilet, nie mam uczucia, żeby mnie kupował. :wink:

Niemen przecież nie śpiewal tylko sobie a muzom, bo w przeciwnym razie po co byłoby to całe koncertowanie. Mógłby śpiewać w domu, czy w lesie dla drzew, ale jednak śpiewał dla publiczności. Na pewno też nie było mu obojętne, jak ta publiczność go przyjmuje. To dla niej i na jej prośbę wykonywał wciąż swoje stare przeboje, choć najchętniej by tego nie robił i prezentowal tylko najświeższy repertuar. Często też rozmawiał ze swoją publicznością, albo raczej zagadywał do niej. :)

Uważam, że sztuka jednak jest produktem, gdyby nie była, to nie byłoby koncertów ani płyt. W końcu to wszystko służy sprzedaży swojego dzieła.

_________________
"Wyśpiewałem duszę moją sercem szczerym..."


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pt mar 09, 2007 7:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Ewa pisze:
Ja również nie zgadzam się z Andrzejem, bo zawsze uważałam, że artysta śpiewa dla publiczności.


W sensie fizycznym tak istotnie jest. Artysta śpiewa dla publiczności, zgodził się na koncert, a publiczność przyszła go posłuchać. Jest miła atmosfera, są dialogi, czy monologi, czyli jest wzajemny kontakt.

Ale jest jeszcze wymiar (o ile istotnie jest) pozafizyczny tego układu artysta - publiczność. Na tej płaszczyźnie artsta wprowadza mnie w świat w którym jeszcze nie byłem. W tym świecie nie mogę odnajdywać rzeczy skądinnąd mi znanych, ani też ten świat nie może być uformowany na miarę mojej wyobraźni.

Co do płyt to są one również produktem fizycznym, ale na fizycznej płycie, za którą się płaci jest jeszcze coś. To coś jest albo duszą artysty, albo moim (czy nie moim) muzycznym uformowaniem, czymś czego ja na tejże płycie oczekuję.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob mar 10, 2007 21:53 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 23, 2004 16:46
Posty: 440
Wydaje mi sie ze wiem o co chodzi Andrzejowi, bo wlasciwie mam podobne zdanie :)

Artysta na koncercie spiewa dla publicznosci, ktora go przyszla posluchac i wydaje plyty dla tych ktorzy je kupuja.

Chodzi jednak o to zeby nie spiewal dla publicznosci w sensie "pod publiczkę" i zeby nie wydawal plyt i nie tworzyl muzyki z mysla o tym zeby sie dobrze sprzedala, czyli latwej, prostej, takiej co trafi do masowego sluchacza. Oczywiscie ostatecznie moze ona trafic do takiego sluchacza. Ale wazne jest zeby tworzac ta muzyke nie myslal o publicznosci i nie szedl w tym momencie na kompromis :D - tego tez wymagam od artystow.

_________________
matt


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob mar 10, 2007 22:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 25, 2005 15:03
Posty: 421
Andrzej Mróz pisze:
Na tej płaszczyźnie artysta wprowadza mnie w świat w którym jeszcze nie byłem. W tym świecie nie mogę odnajdywać rzeczy skądinąd mi znanych, ani też ten świat nie może być uformowany na miarę mojej wyobraźni.

Rozumiem, ale tu są dwa wyjścia... Mogę iść na koncert artysty, o którym wiem niewiele albo niewiele wiem o tym materiale, który na koncercie będzie prezentowany i pociąga mnie to "nieznane", ale z drugiej strony - mogę też pójść na koncert artysty dlatego, że go lubię i znam jego piosenki. W tej sytuacji wiem świetnie co będzie na koncercie, a mimo to idę, bo wiem, że będzie "dla mnie" śpiewał :)

matt pisze:
Chodzi jednak o to zeby nie spiewal dla publicznosci w sensie "pod publiczkę" i zeby nie wydawal plyt i nie tworzyl muzyki z mysla o tym zeby sie dobrze sprzedala, czyli latwej, prostej, takiej co trafi do masowego sluchacza.

Zgadzam się, znów mamy dwie ewentualności :) Śpiewanie "pod publiczkę", w pewnym sensie, nie jest już dla mnie artyzmem :?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz mar 11, 2007 9:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 27, 2004 17:11
Posty: 2699
Śpiewanie pod publiczkę jest nieodłącznym elementem koncertu artysty. Niemen też śpiewał pod publiczkę, bo na życzenie publiczności, prawie przez całe swoje życie estradowe, śpiewał - oprócz nowych - stare "kawałki", choć nie bardzo się do tego palił. Nie umniejsza to jednak wielkości i wartości artysty. Każdy śpiewa pod publiczkę, ważne jednak w tym wszystkim jest, jaka jest ta publiczka. Znakomity jazzman też gra solówki na saksofonie pod publiczkę-pod swoją publiczkę. „Klawiszowiec” Discopolo też gra pod publiczkę- pod swoją publiczkę.
Celowo dokonałem tej prowokacji aby uzmysłowić, że artysta bez publiczności nie istnieje. Pisanie i śpiewanie do „szuflady” ma taki sam sens jak oglądanie obrazów w zupełnych ciemnościach.
Żachnąć się może niejeden z powodu mojego postu, ale tylko dlatego, że zwrot „śpiewanie pod publiczkę” ma pejoratywne konotacje. Skąd to się wzięło- nie wiem. Chyba z tzw. dancingów, bo tam też śpiewano pod publiczkę – robili to klezmerzy. Ponieważ są oni uznawani za muzyków drugiej kategorii więc wszystko co ich dotyczy ma mniejszą wartość. Stąd może zwrot „ pod publiczkę” źle się kojarzy.
Wszyscy artyści tworzą pod publiczkę- pod swoją publiczkę.

Ale po co ja rozpętuję zbędną dyskusję ?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz mar 11, 2007 13:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Tadeusz pisze:
Celowo dokonałem tej prowokacji aby uzmysłowić, że artysta bez publiczności nie istnieje.

Tadziu, artysta zawsze istnieje, tak jak istnieje Ziemia bez ludzi, bez publiczności nie istnieje tylko popularność, sława, zaszczyty, samopoczucie, kasa, itd....
Śmiało możemy powiedzieć, że miliony działających na przestrzeni całych dziejów ludzkości wspaniałych artystów, jest nam nieznanych. Tych których znamy jest znacznie mniej.

Oczywistym jest też, że artysta estradowy śpiewa czy gra dla publiczności, bo po to są koncerty, ale czy prezentuje na nich swoją sztukę, czy być może nagina ją pod określone oczekiwania tejże publiczności.

Dla przykładu ja chętnie poszedłbym na koncert Tomasza Stańki, czy Magdy Piskorczyk, a trudno by było mnie zmusić na koncert Budki Suflera, choć nie znaczy to, że muzyka Budki Suflera mi się nie podoba, ale nie są to w moim odczuciu aż tak szczere dźwięki, abym czuł potrzebę bycia na ich koncercie.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn mar 12, 2007 12:24 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 27, 2004 17:11
Posty: 2699
Andrzej Mróz napisał: artysta zawsze istnieje, tak jak istnieje Ziemia bez ludzi, bez publiczności nie istnieje tylko popularność, sława, zaszczyty, samopoczucie, kasa, itd....

Śmiała to teza i bardzo filozoficzna, jak filozoficzne jest twierdzenie usłyszane kiedyś na wykładach z filozofii, że myśl może istnieć poza umysłem. Moja nieartystyczna głowa nie akceptuje takiego poglądu. Idąc tokiem rozumowania Andrzeja, każdy może śmiało powiedzieć, że jest artystą, tyle tylko, że nieznanym. Porównanie istnienia artysty bez publiczności do istnienia ziemi bez ludzi tylko na pozór jest trafne. Po krótkiej analizie bardzo szybko spostrzegamy, że porównujemy dwa różne światy- materialny z niematerialnym. Artyzm bowiem nie jest rzeczą materialną i nie da się zmierzyć żadnymi wielkościami fizycznymi a ziemię można opisać przynajmniej kilkunastoma takimi wielkościami.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn mar 12, 2007 14:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Tadeusz pisze:
Artyzm bowiem nie jest rzeczą materialną i nie da się zmierzyć żadnymi wielkościami fizycznymi
.

Jasne artyzm jest nieuchwytny, niemierzalny, ulotny i zaryzykowałbym takie stwierdzenie (choć nie jestem do końca pewien jego racji), że artyzm jest bezosobowy.

Natomiast artysta jest osobą fizyczną realnie istniejącą z realnie istniejącym dorobkiem (który to (dorobek) jest taki.... nieuchwytny).

Artysta zawsze pozostawia coś po swojej bytności, jakiś ślad, który jeżeli przebije się poprzez skorupę obojętności, niezrozumienia lub gdzieś tam...przetrwa swój czas niekorzystny dla siebie to zostanie w końcu odczytany, doceniony (przykład van Gogh). Artysta ten nie miał publiczności i publiczność, która doceniła go po czasie, też nie ma już artysty, tylko jego dzieła.

Publiczność i artysta rozminęli się w czasie, ale van Gogh mimo, iż za życia nie sprzedał żadnego dzieła, bo nie miał publiczności, artystą był, nie stał się nim dopiero po odkryciu go przez potomnych.

A ilu artystów nikt nigdy nie odkrył?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn mar 12, 2007 17:02 
Andrzej Mróz pisze:
Publiczność i artysta rozminęli się w czasie, ale van Gogh mimo, iż za życia nie sprzedał żadnego dzieła, bo nie miał publiczności, artystą był,

Zdaje sie, ze rozmijamy sie z tematem - podobnie jak Van Gogh rozminal sie ze swoja publicznoscia. Swobodna dyskusja rozwinela sie od pytania - czego oczekujemy od wykonawcy? A my zaczelismy do jednego worka wrzucac i spiewakow, i malarza i jakichs teoretycznych, nierealnych artystow...

Najogolniej - w muzyce mamy do czynienia z dwoma rodzajami artystow - z kompozytorami i z wykonawcami. Kazdy z nich na inne zadania i od kazdego z nich oczekujemy czegos innego.

Jak juz wspomnialem, rola wykonawcy jest mozliwie najdoskonalsze odtworzenie muzyki uprzednio skomponowanej przez kompozytora. Wykonawca, z racji swoich obowiazkow, zobowiazany jest grac - dla publicznosci. Nie umniejsza to w niczym jego roli. Wykonawca koncertowy nie gra dla przyszlych pokolen - on gra tu i teraz, dla tej publicznosci, ktora przyszla i zobowiazuje.

Co innego kompozytor. On nie musi grac dla publicznosci. On musi dla niej tworzyc. (***1)

Co nie znaczy, ze nie ma partaczy i oszustow - nie zyjemy niestety w idealnym swiecie.

Mnie osobiscie najbardziej cieszy balans miedzy kompozycja i wykonaniem. Ale taki balans w ktorym i kompozycja jest wartosciowa i wykonanie znakomite. Rzecz, co dziwne, nietrudna do znalezienia w dzisiejszym swiecie!

Precyzyjne wykonanie tez jest piekne!


PS. A co do kupowania odbiorcy w takim znaczeniu jak we wczesniejszych postach - to artysta juz Cie Andrzeju kupil - w momencie, kiedy wybrales sie na jego koncert!

Przypisy:
***1. Istnieja przypadki, ze kompozytor jest rownoczesnie wykonawca. I wtedy:
a) kompozycje wykonawcow, klada czesto nacisk na czysto wirtuozersko-sztukmistrzowski efekt... Wykonanie przeznaczone jest dla publicznosci i ma wzbudzic w niej podziw dla wykonawcy.
b) w przypadku jazzu, muzyki improwizowanej, czy intuitywnej, kompozycje powstaja "na zywo" w obecnosci sluchajacej publicznosci.


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 15, 2007 10:40 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 29, 2004 17:43
Posty: 3231
Zdaje się, że bardzo daleko odeszliśmy od głównego tematu tego wątku, którym był Rapsod. :wink:

Odnośnie relacji między artystą a publicznością, chciałabym jeszcze zacytować Marka Grechutę, który w jednym z wywiadów powiedział:

"Publiczność jest celem moich działań. Dla nich piszę posenki, dla nich je nagrywam, dla nich je śpiewam. Bez publiczności nie ma po prostu sensu tworzyć."

I według mnie takie powinno być podejście artysty. :)

_________________
"Wyśpiewałem duszę moją sercem szczerym..."


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
POWERED_BY