[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest czw lis 23, 2017 0:50

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 78 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: śr kwie 25, 2007 6:15 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
  • Podziel się:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
Ten temat i takie spojrzenie jest dla mnie osobiście najbardziej pasjonującym podejściem do ogromnego dorobku artystycznego Niemena.

Zaczęło się od tego, że Jego piosenki, te pierwsze, które były na samym początku drogi artystycznej nowego wówczas wykonawcy, zaważyły o moim zainteresowaniu się Niemenem już na resztę mojego życia.
Muzyka, interpretacja jakże inna od znanej mi dotąd, wyczuwalna niezwykła muzykalność, obezwładniające wręcz warunki głosowe, z czasem zauważalnie narastająca ambicja twórcza, przekonały samoistnie moje duchowe wnętrze do tej kiełkującej na moich oczach i następnie rozrastającej się do gigantycznych rozmiarów działalności artystycznej, i uczyniły mnie na zawsze miłośnikiem tej twórczości i oddanym fanem Wielkiego Muzyka.

Z czasem coraz bardziej rysowała się w moich odczuciach nietypowa sylwetka człowieczeństwa artysty, budząc mój narastający szacunek do Niego, a w konsekwencji nie tylko atencję i uznanie dla warsztatu wykonawczego, ale szacunek aż do pochylenia głowy włącznie, dla Jego postawy duchowej, i roli, jaką samoistnie zaczął odgrywać w polskiej kulturze, i duchowej spuściźnie wielowiekowych tradycji.

Podobne rozumienie zagadnienia dostrzegam po wypowiedziach publicznych u Włodzimierza Kleszcza, dlatego Panie Włodku, o ile Pan tu zagląda na forum to zapraszam do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i wsparcia nimi dyskusji, temat jest już otwarty.
Zapraszam też do dyskusji wszystkich, którym bliskie są sprawy ducha naszej rodzimej kultury i tradycji, i którzy dostrzegają ogrom dokonań Niemenowych dla przetrwania, i odrodzenia tego co poprzez różne dekrety, i niecne czyny miało zostać wyparte ze świadomości naszego narodu.

Sam temat i próby podjęcia się pewnych ocen wymagają szerszego wprowadzenia w całość zagadnienia w jego tło, i najistotniejsze dla polskiego dziedzictwa wydarzenia zarówno te pozytywne, jak i te negatywne, a nawet przerażająco negatywne.
Dlatego w kolejnych postach pokuszę się o naszkicowanie szerszego kontekstu dla omawianego zagadnienia. Pozwoli nam to na właściwe i jednoznaczne rozumienie tematu, i będzie istotnym tłem dla (mam nadzieję) szerszej niż jednoosobowy monolog dyskusji.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw kwie 26, 2007 5:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
W tytule tematu celowo użyłem sformułowania kultura duchowa narodu, a nie najczęściej dotąd używanego zamiennika jakim jest formuła narodowe dziedzictwo, gdyż mimo pozornej równoważności tych pojęć, określenie kultura duchowa narodu samo w sobie ma znacznie głębszy wydźwięk ludzki, osobisty i bliższy sercu, jest też określeniem bardziej refleksyjnym.
Dziedzictwo narodowe jest czymś co posiadamy nie my indywidualni Polacy, ale my naród, jest ono nasze, ale przez to niejako mniej osobiste. Nie ma w nas przy stosowaniu tego określenia naturalnego odruchu utożsamiania się z tym czymś.
Dziedzictwo kulturowe narodu może nam się wydawać czymś bardzo głęboko ukrytym w sercu, czymś do czego zaglądamy odświętnie lub wcale, jest ono niejako zapakowane uroczyście i owinięte wstążką. Często ma dla nas charakter okolicznościowy.

Określenie kultura duchowa narodu, jest stymulatorem pewnego wewnętrznego ożywienia, sprawia, że zaczynamy odczuwać jakąś głębszą i żywszą wzajemną więź, i jakąś naszą inność w stosunku do pozostałych narodów mających swoje własne, odmienne od naszego dziedzictwo, i zapewne szanujących swój duchowy skarb.

Ideologie, które w dwudziestym wieku zawładnęły naszym krajem i częściowo narodem, jako ze swej natury nieprzyjazne polskości i polskiemu narodowi niechętnie używały i nadal starają się nie używać takich określeń jak to zawarte w tytule naszego tematu.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pt kwie 27, 2007 6:14 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Pojęciem o kluczowym znaczeniu dla problemu kultury duchowej narodu jest tradycja.
Nie mam tu na myśli najszerzej rozumianej formy tradycji (czyli obyczajowej, regionalnej, liturgicznej), która jest zbiorem pewnych określonych wartości istotnych dla danej zbiorowości i które są wyznacznikami pewnych istotnych tożsamości dla określonych grup społecznych. Tradycja ta jest pielęgnowana, kultywowana i przekazywana.

Wprowadzając określenie tradycja mam na myśli niejako najwyższą jej formę, czyli kulturalno - artystyczną tzn. literacką, muzyczną, publicystyczną, plastyczną.
Nośnikami tej tradycji, jak każdej innej są ludzie. Jednak nie są to szerokie rzesze społeczne, ale specjalnie przygotowane elity inteligenckie. Ich wysoka świadomość kształtowana była poprzez przekaz międzypokoleniowy, przez odpowiednie wychowanie (w rodzinach i szkołach) i wykształcenie tak, że były one w stanie pełnić rolę niejako społeczno - narodowego zaczynu. Nie mam tu na myśli dzisiejszych wykształconych inteligenckich elit społecznych. Bo to są dwie zupełnie inne grupy o zupełnie innej (inaczej uformowanej) świadomości. Te elity o głębokiej świadomości narodowej, już od czasów okresu romantyzmu (a dlaczego zastanowimy się później) usilnie pracowały nad scaleniem naszego narodu, wokół najistotniejszych dla nas Polaków wartości. Praca ta przynosiła wielkie i wymierne efekty. Jako naród staliśmy się na tyle silni (zjednoczeni), że byliśmy w stanie odzyskać utraconą w XVIII wieku niepodległość, byliśmy w stanie obronić swoje granice w 1920 roku, rozstrzygnąć na korzyść cywilizacji europejskiej jedną z najważniejszych bitew w historii ludzkości, bitwę decydującą o jej losach i potrafiliśmy stworzyć na okres dwudziestu lat wolne, niepodległe, i zapewniające poczucie bezpieczeństwa państwo. Potrafiliśmy też w tym państwie stworzyć atmosferę poszanowania dla własnej narodowej godności.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob kwie 28, 2007 6:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Sarmacja, była najświetniejszym okresem naszej państwowości, mimo to wiele jej słabości wewnętrznych (problemów ciągle nie rozwiązanych) z którymi musiała się borykać, skutkowało utratą naszej niepodległości na długi okres zaborów. Z zaistniałą wówczas sytuacją dumny naród nie był w stanie pogodzić się. Podejmował wysiłki zbrojne dla odzyskania swej wolności, ale były one bezskuteczne. Polskie elity inteligenckie starały się analizować nową sytuację w której przyszło nam Polakom żyć, co w konsekwencji doprowadziło do poszerzenia się wpływów tych elit nie tylko na stan szlachecki, ale na cały naród. Główne kierunki rozwoju duchowego naszego narodu zostały nakreślone w czasie trwania romantyzmu. Najwybitniejsi polscy romantycy jak Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, poświecili całe swoje życie sprawie budowania nowej jakości narodu, narodu nie rozbitego na warstwy o wzajemnie niespójnych interesach, ale narodu wewnętrznie zjednoczonego wokół wartości zakreślonych przez czołowych polskich romantyków. Polski romantyzm, był okresem największego rozwoju naszej kultury. Stworzył podwaliny pod pozytywizm, w którym podjęto inne o bardziej społecznym znaczeniu problemy, ale duch romantyzmu, odtąd zawsze był obecny w naszej historii i kulturze (przykładem niech będzie postać romantyka przedsiębiorcy - Wokulskiego).
Romantyzm, śmiało można powiedzieć, uratował nasz kraj przed zmaterializowaniem, które wraz z ruchami rewolucyjnymi szło z Zachodu i ze Wschodu, chronił nas w czasach zaborów, pozwolił odzyskać niepodległość i chroni nas również po dzień dzisiejszy przed kolejnymi próbami materializacji naszego życia, nie niszcząc jednak, ani nie umniejszając w nas zainteresowania dla mechanizmów cywilizacyjnego rozwoju.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob kwie 28, 2007 20:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Przyjrzyjmy się teraz roli jaką odegrały wspomniane już elity inteligenckie w formowaniu i rozszerzaniu świadomości naszego narodu. Praca tych XIX wiecznych inteligenckich elit, które z Panem Tadeuszem w ręku, rozprzestrzeniały polskość, poza wąskie grupy społeczne na stan robotniczy, na stan włościański, inspirowana, czy inaczej została puszczona w ruch przez najtęższe polskie umysły o najwyżej rozwiniętej duchowości. Kamieniem węgielnym tego ruchu był Mickiewicz i pozostali wielcy romantycy. To właśnie Mickiewicz umiał uchwycić i zrozumieć z odpowiednim wyprzedzeniem rzeczywiste wyzwania swego czasu. To on zarysował najistotniejsze obszary i kierunki naszej przyszłości, kiedy mówił o pielgrzymiej misji naszej emigracji, kiedy tworzył projekty polskiej demokracji, kiedy uczył polską kulturę bycia kulturą wszystkich, a nie tylko kulturą salonów. Kultura ta miała stać się taką, aby wszyscy mogli się do niej przybliżyć, aby wszyscy mogli się w niej wyrazić, aby wszyscy mogli w niej odnaleźć swoje własne doświadczenie. Reasumując fundamentem całego zespołu wartości inteligenckich był romantyzm. To on stworzył jedyny w swoim rodzaju fenomen jakim była polska inteligencja. Dzięki tej elitarnej warstwie społecznej, tożsamość polska została wniesiona do szerokich kręgów społecznych.

Ta życiodajna siła jaką dla narodu była jego warstwa inteligencka odradzająca się w każdym kolejnym pokoleniu, po raz ostatni była formowana w dwudziestoleciu międzywojennym. Potem nastąpiły zajadłe masakry tej inteligencji przez świadomych jej roli dla polskiego społeczeństwa najeźdźców zarówno, tych ze wschodu, jaki i tych z zachodu: Katyń, masakry polskich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, i Uniwersytetu Lwowskiego, hekatomba w obozach koncentracyjnych, zesłania, wymuszona emigracja, a po wojnie dalsze, i nieustające represje wobec polskich elit przez komunistycznych oprawców, a w najlepszym wypadku spychanie tych elit na margines życia społecznego. Już przedwojenni socjologowie stwierdzili, że kilku procentowy ubytek substancji inteligenckiej narodu może spowodować osłabienie, a nawet zanik więzi w tej zbiorowości. Mieli więc agresorzy zarówno ci zewnętrzni, jak i ci wewnętrzni naukowe uzasadnienie dla swoich zbrodni.
Kontynuacją takiej wrogiej wobec polskiej kultury postawy jest szerzenie nadal na ogromną skalę i wszelkimi dostępnymi środkami wartości innych niż te, które są najgłębiej zakorzenione w naszej kulturze, i tradycji. Jest nadal podejmowana próba dyskredytacji, ośmieszania i pomniejszania tego co było naszą największą dziejową siłą, i co w konsekwencji doprowadziło do odbudowania, a kiedy powstała taka konieczność to i do obronienia naszej niezawisłości politycznej.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz kwie 29, 2007 11:39 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Po II wojnie światowej polskie elity inteligenckie w dużej części zostały zastąpione przez tak zwane i za takie uważane przez komunistów elity społeczne, które dla określonych korzyści własnych, lub z powodu niewykształconej w dostatecznym stopniu świadomości narodowo – społecznej, stały się gotowe na wszelkie niegodziwości wobec swojego macierzystego narodu. Zaczęło się więc stopniowo postępujące i konsekwentne przebudowywanie świadomości społeczno – narodowej.
Z początku dość prymitywna i niedouczona, przodująca w społeczeństwie, a przez komunistów nazywana klasą robotniczą, siła jaką był aparat ucisku, jedynie mordowała i skazywała na wieloletnie więzienia. Z czasem jednak zaczynała wyraźniej rozumieć jaką przyjąć taktykę postępowania wobec ciągle nie przekonanego do jej przodującej roli, ogromnej części narodu polskiego. Wprowadzano cenzurę głównie na wypowiedzi podważające wnoszone przez komunistyczną władzę najnowsze jej ideologiczne zdobycze, a treści głęboko już zakorzenione w polskiej myśli społeczno – politycznej, czy filozoficznej próbowano kwestionować, czy kompromitować. Podejmowano równocześnie różne akcje i inicjatywy wymierzone przeciwko fundamentom naszej duchowej tradycji. Jednak dzięki niezłomnie silnemu w narodzie polskim duchowi, zakorzenionemu głęboko w wartościach ukształtowanych przez romantyzm, akcje te były mało skuteczne i nie przynosiły zamierzonych efektów. Kiedy przystąpiono do likwidacji Kościoła katolickiego pojawił się cud lubelski i komunistom nie udało się. Niczym swoją wielką porażkę przyjęli też komunistyczni zarządcy wybór kardynała Wojtyłę na papieża. Na dodatek papież Jan Paweł II oparł swoją naukę na Piśmie Św. (to oczywiste), na tradycji chrześcijańskiej, na naukach II Soboru Watykańskiego i na... polskim romantyzmie.

Kiedy zaczęto formować nową świadomość młodzieży pojawił się (tu świadomie zawężam problem) jazz, rock and roll, i nowa jakość kultury, którą można było albo tolerować, albo się jej przeciwstawić. Komunistyczne elity inteligenckie (czyli inaczej „towarzysze od propagandy i agitacji” jak sami o sobie mówili – dlatego pozwolę sobie używać zamiennie określenia „towarzysze” nie dopisując już, że chodzi mi o tych od propagandy i agitacji) były ciągle zbyt ubogie w rozum i nadal jeszcze za mało przygotowane do tych wyzwań, z którymi przyszło im się zmierzyć, wówczas kiedy komunizm podniósł swoją zbrodniczą dłoń na ducha polskości. Wydaje mi się że i wśród nich byli też ludzie dobrej, (lub tylko ciut lepszej) woli, ostudzający co nie co zapędy radykałów, zwłaszcza gdy jedynie chodziło tylko o problemy związane z lekką muzą.
Próba hamowania każdej formy inicjatywy, zatrzymania życia w skostniałym gorsecie ideologii nie miała dostatecznej siły argumentów. Wprawdzie próbowano ten młodzieżowy ruch i nową muzykę dyskredytować, zwłaszcza w prasie, ale karawana szła dalej. Wspomnę tu tylko o jednej komicznie trzeźwej i proroczej mimo wszystko recenzji prasowej. Po jednym z koncertów Niemena, napisano (cytuję z pamięci), że koncert ten dowiódł, że nie można socjalizmu budować, czy wprowadzać w życie jego ideałów jedynie przy pomocy gitary. Zaiste prawdziwe to stwierdzenie, autor jedynie nie dodał, że potrzebny jest jeszcze do tego szczytnego celu.... sprawny aparat terroru.

Wielka i naturalna inicjatywa o charakterze artystycznym, czyli „rozmuzykowanie się” polskiej młodzieży, stało się faktem.
Udało się (to naiwne sformułowanie najlepiej oddaje istotę problemu) i grupa polskich artystów estradowych została zaakceptowana przez „Jej Czerwoną i Wszechobecną Nadrzędność”, ale... nie do końca. Zaakceptowana ale i niejako monitorowana, a więc otrzymała przyzwolenie "towarzyszy" na funkcjonowanie, na zasadzie „to i to jest wolno, ale tego nie można”. Jednak drzwi, zostały otwarte.


Ostatnio zmieniony wt maja 15, 2007 13:19 przez Andrzej Mróz, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz kwie 29, 2007 21:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Drzwi zostały otwarte i polską estradą muzyczną zawładnęły na masową skalę mnożące się jak przysłowiowe grzyby po deszczu zespoły big bitowe, śpiewając i grając coś, czego świat dotąd jeszcze nie słyszał.
Z czasem z tego masowego ruchu estradowo – muzycznego coraz wyraźniej zaczęły wyłaniać się prawdziwe perełki, wielkie talenty, czyli giganci profesji muzycznej.
To oni, ci najlepsi (w tamtych czasach było to jeszcze możliwe) zdominowali naszą scenę muzyczną, to oni zaskarbili sobie wręcz uwielbienie, jeszcze nie całej, ale przede wszystkim młodej publiczności. Muzyka ta stopniowo pozyskiwała sympatię i u starszych wiekiem, choć ci starsi wykazywali znacznie mniej entuzjazmu w okazywaniu uczuć, tak jak to w sposób naturalny przysługiwało ich wiekowi.
Nawet wśród niektórych "towarzyszy" widoczne było na imprezach muzycznych często autentyczne rozbawienie i nie było w tym ni krzty chęci promowania własnego wizerunku, bo po prostu w tamtych czasach jeszcze się o tym nie myślało. Na różnych materiałach archiwalnych dokumentujących tamte lata można to naocznie zobaczyć.

W międzyczasie pojawiają się zwroty programowe, pada hasło „polska młodzież śpiewa polskie piosenki” i jest to przez "towarzyszy" przyjęte ze spokojem. Sprawują oni swoją pieczę nad ogólną poprawnością, jest wszystko dobrze, a my w rozważaniach przechodzimy do kolejnego etapu. Otóż niektórzy z artystów estradowych zaczęli poszukiwać tekstów literackich do swoich piosenek, nie chcieli śpiewać tylko i wyłącznie o rzeczach lekkich, łatwych i przyjemnych. Określono to zjawisko dość oględnie mówiąc, że zapanowała moda na śpiewanie poezji. Po części była to istotnie moda, ale dla niektórych artystów, silniej duchowo osadzonych w polskiej kulturze, była to gdzieś głęboko w sobie odczuwana konieczność.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pt maja 04, 2007 7:55 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Niemen rozpoczął swoje śpiewanie poezji w wielkim stylu. Zaskoczył i wprowadził w osłupienie niemal wszystkich, nawet tych którzy zawsze byli na „nie” w stosunku do tego co robił.
Wykonaniem „Bema pamięci rapsodu żałobnego” wytrącił wszystkim ewentualne argumenty, które zwyczajowo miały być na wspomniane już wyżej „nie”. Choć nie obeszło się bez zarzutów o świętokradztwo, typu szarganie poezji i nie obeszło się bez sugestii: czy aby naprawdę sam Niemen rozumiał to czego podjął się zaśpiewać.
Mimo, że Rapsod nie był pierwszą Jego próbą zaśpiewania tekstu poetyckiego, to jednak od tej chwili Niemen śpiewał już prawie tylko teksty literackie.

O ile ja pamiętam tamten okres, to najbardziej wyrazistą reakcją na wykonanie Rapsodu, było zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie, to po prostu nie mogło pomieścić się w głowach, zarówno „towarzyszy”, publiczności, jak również i mojej głowie.
Chodziłem jak nieprzytomny, a wrażeniom jakie dawał odsłuch utworu nie było końca.
O wrażeniu innych słuchaczy, niech zaświadczą fakty. Pierwszym z nich i bodajże najbardziej wyrazistym jest jeden z najdłuższych okresów zajmowania pierwszego miejsca w historii list przebojów, innym faktem niech będą kilometrowe kolejki (tak zwykło się kiedyś określać bardzo długie kolejki) za płytą Niemen Enigmatic.
Wydawało się, że takiego sukcesu w przyszłości Niemen już nie powtórzy, że wszystko co w przyszłości zrobi, będzie musiało się zmierzyć z tą magią artystyczną która zawarła się w Rapsodzie i pozostałych utworach z płyty Niemen Enigmatic.

Tymczasem „towarzysze” uświadomili sobie, że mają przed sobą nieprzewidywalnie wielkiego kalibru zjawisko artystyczne, które może grozić im nieobliczalnymi konsekwencjami.
Niemen wówczas jednoczył wokół swojej twórczości i wokół swojej osoby wielkie rzesze zdumionej i zafascynowanej publiczności. Jego popularność wzrastała mimo iż znacznie podniósł poprzeczkę artystyczną swoich utworów.
„Towarzysze” nie patrzyli jeszcze wtedy na Niemena jak na piewcę obcych ideologicznie wartości, bo nie było jeszcze ku temu podstaw, ale tak wielkiej popularności musieli się już obawiać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob maja 05, 2007 6:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
Kolejnym wielkim wydarzeniem muzycznym był „Człowiek jam niewdzięczny”, w którym to Niemen wyraźnie odsłonił swoje wnętrze, prezentując własne credo literacko – filozoficzne. Nie były to jednak strawne, a raczej „podejrzane treści” dla obserwujących wszystko, zawsze i bez wytchnienia „towarzyszy”. Więc mimo niezaprzeczalnych walorów muzycznych utwór ten przyjęto już wyraźnie nieprzychylnie, jako zbyt... pompatyczny. Był jednak siłą rzeczy bardzo popularny, gościł na listach przebojów, ale również datował okres, od którego rozpoczął się trwały i konsekwentny proces wymuszony przez „towarzyszy” pomniejszania popularności Niemena. Odtąd wszystko co działo się wokół Niemena coraz częściej przemawiało na Jego niekorzyść, taki był wyrok „towarzyszy” i należało go posłusznie wykonać.

Byłem w 1970 r. na koncercie Niemena w Sopocie, w Operze Leśnej. Usłyszałem wtedy „Człowieka jam niewdzięcznego” po raz pierwszy. Koncert był bardzo długi, Niemen wielokrotnie bisował, w końcu opuścił scenę, opuścił też obiekt Opery Leśnej, ale....publiczność nadal nie opuszczała widowni, skandowała „Niemen, Niemen....” jeszcze przez (aż trudno w to uwierzyć) ok. pół godziny. Obserwowałem ludzi, widziałem wielki entuzjazm, widziałem łzy cieknące po policzkach i chyba pierwszy raz w życiu byłem uczestnikiem entuzjazmu o tak wielkiej sile wyrazu, o tak pozytywnej energii. Gdy w końcu publiczność zaczęła wychodzić, okazało się że musimy przejść przez szpaler milicji z psami u nóg i z pałkami w rękach. Widziałem jak niektórzy milicjanci bili pałkami tych, którzy przechodzili bliżej szpaleru. Takie nerwowe poczynania dobitnie i jednoznacznie świadczyły o zakłopotaniu „towarzyszy” zbyt wielką popularnością Niemena.

Bo wielka popularność to jedno, a propagowane na taką wielką skalę niepoprawne ideologicznie treści to drugie. Nastąpiło więc (patrząc wzrokiem „towarzyszy”) wyraźne i niebezpieczne nawarstwienie się problemów.
Jak „towarzysze” żywo i autentycznie zainteresowani, wszystkim co, kto i kiedy, i komu powiedział, mieli przyjąć to, że „...nonsensami karmią się nawzajem, spraw komicznych omotani siecią”, za kogo Mu wstyd, kto tu niby nie ma wstydu.
Przecież to już był manifest, jak na tamte czasy, jakie komiczne sprawy, jakie nonsensy, przecież żyjemy w sielskiej krainie w której wszyscy widzimy, myślimy, i czujemy... jednakowo.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob maja 05, 2007 7:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 27, 2004 17:11
Posty: 2574
Lokalizacja: Wrocław
Andrzej napisał, że władze ludowej „ojczyzny" odebrały tekst utworu „Człowiek jam niewdzięczny" jako wytyk pod swoim adresem i protest przeciwko swojej obłudzie.
Nie sądzę. Władze nie w takich kategoriach rozpatrywały zjawisko Niemena; władze tępiły wszystko co było inne niż idee wytwarzane w jej paranoicznych umysłach, nie wnikając w treści i przesłania tępionych zjawisk. Tępiły wszystko co obce – bezmyślnie, na oślep.
Myślę, że Niemen nie do władz „wykrzykiwał” te słowa - a do nas. Chciał przemówić do tysiąca cwaniaczków, intrygantów, hipokrytów i wszelkiej maści kombinatorów, których i dzisiaj pełno spotyka się na swojej drodze. Myślę też, że tekst ten był jednak zbyt pompatyczny, choć wraz muzyką komponuje się doskonale, a słuchając całości doświadcza się niebanalnego przeżycia artystycznego.

_________________
Powaga zabija, a jej brak uśmierca.
Należy być sobą wbrew sobie.

(moje)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob maja 05, 2007 8:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Władze PRL lubiły lansować "swoich" artystów. Szukając odpowiednich kandydatów kierowały się zasadą : "mierny ale wierny". Tacy ludzie, ludzie małego talentu do niczego wielkiego by nie doszli, gdyby nie poparcie reżimu. Zapewniało to długotrwałą wdzięczność i posłuszeństwo ze strony tych "sztucznie" promowanych.
Niemen natomiast wykreował się sam. Był samorodnym talentem. Jego wielkość wypływała z tego co i jak robił. Był uczciwy i autonomiczny, niełatwo było nim manipulować - poza tym, z racji wykonywanego zawodu miał ogromny wpływ na innych . I dlatego właśnie stał się tak niebezpieczny.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob maja 05, 2007 9:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
W 1968 r. próba reinterpretacji romantycznego przesłania zawartego w Mickiewiczowskich Dziadach uświadomiła „towarzyszom” zawarte w romantyzmie polskim zagrożenia dla ich jedynie słusznych i niepodważalnych wartości. Coraz bardziej jednak zaczynali oni rozumieć to, że świadomość socjalistyczna zaczyna wyraźnie przegrywać bój o polskie dusze ze świadomością narodową i że serce tej zwyciężającej świadomości bije nie tylko w tradycji chrześcijańskiej, ale bije też w literaturze romantycznej. Nie wiedzieli jeszcze wówczas, tego co potwierdzają bardziej współczesne badania literaturoznawców, że polska poezja romantyczna jest wśród poezji literatur europejskich najcenniejsza, najwartościowsza, że Mickiewicz jest coraz wyraźniej postrzegany jako jeden z największych twórców w dziejach literatury europejskiej, że podobne uznanie w niedalekiej przyszłości czekać będzie Norwida. Tymczasem tu w Polsce nikt nie miał wątpliwości co do wielkości obydwu.
Jednym z największych piewców wielkości Norwida stał się Czesław Niemen. Coraz częściej sięgał do jego poezji, coraz częściej też publicznie głosił myśli, które ta poezja w sobie kryła.

Tymczasem lata 70 – te i 80 - te wydały kolejne pokolenie „towarzyszy”, dużo lepiej przygotowane do sprawowania swej samozwańczej, przywódczej roli w społeczeństwie. Były to już istoty wykształcone w profesji prania mózgów, w końcu część z nich to przyszli liberałowie. Zrozumiano wreszcie, że to nie idee socjalizmu ale duch romantyzmu polskiego, jest nadal wszechobecny we wszystkich istotnych dla polskiego narodu sprawach. „Towarzyszom” tamtych czasów zabrakło pewności siebie i przekonania a być może i odwagi aby podjąć próbę rozprawienia się z etosem romantyzmu, odpuścili. Nie odpuścili jednak liberałowie i po roku 1990 coraz zajadlej zaczęli na wielką skalę szerzyć koncepcje, jakoby polski romantyzm był siedliskiem jakiś patologii, jakiś fobii, jakiś fatalnych wyobrażeń, zgubnych idei itd. Nadrabiając tą fałszywą diagnozą zasiali wśród ludzi mniej zapoznanych z tą literaturą jakiś rodzaj niepokoju. Tymczasem aby nie powtarzać stwierdzeń bez pokrycia, każde pokolenie musi romantyzm na nowo przeczytać, musi go na nowo zreinterpretować. Wtedy fakty jawią się same, a dociekliwość liberałów w tej materii jawi się jedynie jako próba podcięcia korzeni tym których świadomość ukształtowała się na zdrowym pniu tradycji.
W naszej polskiej kulturze, polskiej tradycji nigdy nie było wrogiego nastawienia do biernej wobec naszej kultury inności. Nie miało też znaczenia, czy ta inność miała charakter osobowy, czy zbiorowy. W dawnej Rzeczypospolitej obowiązywała zasada, że ktokolwiek schroni się w Jej granice to nie ma to dla nas znaczenia z jakiego powodu jest do tego zmuszonym. W granicach Rzeczypospolitej wolnym jest. Proste i jednoznaczne.
Romantyzm głosił zasadę, która przeniknęła do polskiej kultury, że „nie ważne skąd kto przychodzi i dlaczego przychodzi, jeżeli chce niech przyjdzie, ale (i tu jedyne wymaganie) niech zaakceptuje zasady panujące w naszej zbiorowości”. Powstaje pytanie, czy za tym można odnaleźć jakąś fobię, typu ksenofobii, czy wałkowanej „w kółko Macieju” przez liberałów naszej rzekomej homofobii. Akurat do naszej niby homofobii ustosunkował się też Niemen w swoim Trąbodzwonniku, pisząc, że „świat nie jest własnością niepełnosprawnych seksualnie”. Tak nazwał tych którzy mają problem ze swoją intymnością i koniecznie muszą ją masowo manifestować przed innymi. W Polsce przecież nikt ich nie potępia, ale ich paradowanie w publicznych miejscach z tego powodu w sposób zrozumiały i naturalny musi budzić odrazę, tak jak budziłoby odrazę publiczne demonstrowanie swojej intymności heteroseksualnej. Są granice których kulturalny człowiek nie przekracza.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz maja 06, 2007 10:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 16, 2004 15:39
Posty: 690
U Niemena po powrocie z Italii widać powiew nowego. Powstaje Grupa Niemen. Muzyka nowej formacji jest jeszcze bardziej progresywna i przez to trudniejsza do zaakceptowania dla sporej części publiczności. „Towarzysze” też dorzucają swój wkład aby ugasić żar serc gorejących dla Niemena. Podejmowane są próby zniechęcenia publiczności do Jego nowych form muzycznych, ale... gdzieś w radiu rozbrzmiało Strange is this world i kolejne osłupienie.
To również nie mieściło się w mojej wyobraźni. Potem słuchałem już z własnego magnetofonu i w ten sposób stałem się posiadaczem muzycznej treści pierwszej płyty długogrającej Niemena nagranej za granicą.
Ta stosunkowo trudna i bezkompromisowa muzyka przysłużyła się „towarzyszom” do w miarę skutecznego wygaszenia tego spontanicznego zrywu popularności jaki towarzyszył Niemenowi w końcówce lat 60 – tych. Nikt z nich nie postrzegał tego w kategoriach, że tak oryginalną twórczość należy promować. Kierunek działań był jeden – odebrać Niemenowi publiczność. Oczekiwany skutek nastąpił i był to ich spory triumf zważywszy fakt, że prawdziwie szkodliwa działalność Niemena w rozumieniu „towarzyszy” miała dopiero się rozpocząć, wraz z powstaniem nowej formacji Niemen Aerolit.
Niemen już na dobre rozsmakował się w Norwidzie, a i zaczął zaglądać do nie lubianego przez „towarzyszy” Herberta.
Popularność Jego choć nadal duża, jednak stopniowo i zauważalnie malała.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz maja 06, 2007 11:33 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 29, 2004 17:43
Posty: 3135
Myślę Andrzeju, że cenzura (Herbert) dotyczyła wówczas wszystkich wykonawców, nie tylko Niemena. Trudno też oskarżać "towarzyszy" o to, że odebrali Niemenowi publiczność albo o to, że nie lansowali Grupy Niemen czy Niemen Aerolit. To była zbyt trudna muzyka dla wielu słuchaczy, którzy woleli Niemena w piosenkach z lat 60-tych, więc co tu się dziwić "towarzyszom". Faktycznie ograniczono Niemenowi dostęp do telewizji. Jednak płyty się ukazywały, koncerty również miały miejsce, radiowa Trójka też nadawała wiele z tych trudniejszch utworów. Więc, kto chciał, miał dostęp do tych nagrań. Nie wszyscy jednak chcieli słuchać takiego Niemena, więc to chyba dlatego Jego publiczność się zmniejszała i popularność malała.

_________________
"Wyśpiewałem duszę moją sercem szczerym..."


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: ndz maja 06, 2007 12:00 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Niektórych nie trzeba było cenzurować, gdyż od początku do końca byli ludźmi "towarzyszy" - bezguścia lansowały miernoty. Dzięki temu ci drudzy tańcowali jak im zagrano "na górze". Zdawali sobie bowiem sprawę, że bez poparcia władz nawet nie otarli by się o sławę i kasę.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Ostatnio zmieniony ndz maja 06, 2007 12:24 przez szach' raj, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 78 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
POWERED_BY