[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest pn gru 11, 2017 21:53

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: śr mar 15, 2006 21:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
1972 – 1974: trzy lata szczególnej, owocnej w płytowy dorobek, aktywności twórczej Czesława Niemena. Nagrywa on, w różnych składach instrumentalnych, następujące krążki (chronologiczne terminy dokonywania nagrań):

- „Strange is this World” – luty 1972, płyta nagrana w RFN;
- „Requiem dla van Gogha" i "Marionetki - lipiec 1972, płyty nagrane w Polsce;
- „Ode To Venus" - 18-26 marca 1973, płyta nagrana w RFN;
- „Mourners Rhapsody" – grudzień 1973 – luty 1974, płyta nagrana w USA;
- „Niemen Aerolit” – jesień 1974, płyta nagrana w Polsce.

Czy Państwa zdaniem okoliczność dokonania nagrań w określonym kraju (Niemcy, USA, Polska) wywarła wpływ na artystyczną (muzyczną) wartość tych płyt?

Czy odczuwalne są pewne wymagania wydawców tych płyt w stosunku do treści i formy wypowiedzi muzycznej?

Czy każdej z tych płyt nadać można etykietkę „artystyczna bezkompromisowość”?

Czy są jakieś charakterystyczne elementy łączące tych sześć, jakże różnych albumów?

Nie chcąc (przynajmniej na razie)zanudzać userów forum rozwlekłymi opisami moich spostrzeżeń zapraszam do dyskusji.


Ostatnio zmieniony czw mar 16, 2006 9:54 przez wireq, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 9:34 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 29, 2004 17:43
Posty: 3136
A solowa płyta "Russische Lieder" z 73r.? Nie wiem, czy celowo ją pominąłeś, ale też należy do dorobku muzycznego Niemena w opisywanym okresie i była dla Niego na pewno płytą ważną.

_________________
"Wyśpiewałem duszę moją sercem szczerym..."


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 9:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Pominąłem je celowo, bo jest płytą solową, nietypową i niszową, odbiegającą od zasadniczego nurtu twórczości Niemena.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 9:37 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3238
Ed pisze:
Wirku, popraw daty w poście o płytach a ja swoje wykasuję

:shock: To Ty Edzie możesz usuwać posty... ?

Do Wirqa mam zaś następujące pytanie: czy pominięcie "Rusische Lieder" jest celowe (jako pierwszej płyty solowej), czy też ten album uszedł przypadkiem uwadze ?
Jakby nie było -to tylko 3 lata , a materiału muzycznego jest aż nadto do analizy.
Ja proponowałbym rzecz ująć tematycznie : Grupa Niemen , Niemen Aerolit do śmierci Piotra i w okresie realizacji Idee fixe.
Zaczynając od roku 1972 gubimy bowiem Grupę Niemen w składzie z jesieni 1971r. z Andrzejem Tylcem na perkusji, Józkiem Skrzekiem na basie , Tomkiem Jaśkiewiczem na gitarze , no i oczywiście Helmutem Nadolskim... i Liderem :wink:

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 9:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Zależy mi wyłącznie na latach 1972 - 1974 (włącznie), bo to najaktywniejszy okres wydawania płyt przez Niemena. Celowo pomijam skład, o którym pisze Markovitz, bo nie pozostały po nim żadne oficjalnie dostępne płyty. O "Russische Lieder" już wspomniałem wcześniej, że jest dziełem indywidualnym i zjawiskowym. Sam Niemen w wywiadach odnosił się do niej w podobny sposób.

PS. Nie umiem kasować postów na tym forum :? . Może Darek zrobi to za mnie, a ja poprawię tę nieszczęsną datę.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Niezupełnie.
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 10:17 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3238
wireq pisze:
Celowo pomijam skład, o którym pisze Markovitz, bo nie pozostały po nim żadne oficjalnie dostępne płyty.


W składzie z Tomaszem Jaśkiewiczem na gitarze i Andrzejem Tylcem na bębnach Grupa przygotowała i grała na koncertach utwory, które znalazły się następnie na płycie :n:.vol. II (np. Piosenkę dla zmarłej, Com uczynił).
Na tej płycie grała większość muzyków tego składu, więc... niezupełnie mogę się zgodzić z tym kryterium.

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 10:40 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Bardzo dobrze rozumiem Twoje intencje, ale przytoczę raz jeszcze zasadnicze (i jedyne) kryterium, które przyjąłem: "Nagrywa on, w różnych składach instrumentalnych, następujące krążki (chronologiczne terminy dokonywania nagrań)".
Owszem pierwotny skład Grupy Niemen, przygotowujący materiał, był inny. Jednak na płytach nie ma Tomasza Jaśkiewicza i Andrzeja Tylca, a są Jerzy Piortowski i Apostolis Anthymos. Ja muszę trzymać się "utrwalonych" na krążkach (a nie w pamięci) dźwiękowych faktów.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 15:53 
Markovitzu, czy oprócz "nie zgadzam się" potrafisz sensownie odpowiedzieć na ciekawe pytania zadane przez wirqa?

Moja wypowiedż tylko w małej części dotknie tych pytań a bardziej podanych dat nagrania płyt. Ale jest to dobry moment do wspomnienia jednego z moich krakowskich znajomych z lat dawnych. Otóż znajomy ten był kolekcjonerem płyt jazzowych i po latch zbierania stwierdził, że najbardziej lubi płyty nagrywane latem!!! I od pewnego czasu kupował płyty tylko w lecie nagrywane! Uważam, że jest to fenomenalne odkrycie, które i w tym przypadku znajduje potwierdzenie. Najbardziej świeże i lekko zagrane płyty to te z lata!
Wrócę jeszcze do tego tematu - gasket


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Spróbuję.. ;)
PostZamieszczono: czw mar 16, 2006 20:10 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3238
gasket pisze:
Markovitzu, czy oprócz "nie zgadzam się" potrafisz sensownie odpowiedzieć na ciekawe pytania zadane przez Wirqa?

Chyba potrafię, ale najpierw muszę podkreślić choćby kursywą :

Nie zgadzam się zwłaszcza na wymazanie wkładu Tomasza Jaśkiewicza w powstanie płyt ":n: vol.II " ("Marionetki") i "Strange is this World". Poza tym Grupa :n: w składzie z muzykami Silesian Blues Bandu pracowała nad repertuarem tych płyt co najmniej od grudnia 1971r.

Skoro już to rzekłem , to spróbuję teraz odpowiedzieć na pytania Autora tematu :
wireq pisze:
Czy Państwa zdaniem okoliczność dokonania nagrań w określonym kraju (Niemcy, USA, Polska) wywarła wpływ na artystyczną (muzyczną) wartość tych płyt?

Na wartość artystyczną raczej nie , ale na charakterze muzyki zawartej np. na "Mourner's Rhapsody" - miejsce jej powstania, czyli NYC odcisnęło wyraźne piętno, które oceniam zresztą b. pozytywnie. Nowojorski sznyt tej produkcji mnie nie razi.
wireq pisze:
Czy odczuwalne są pewne wymagania wydawców tych płyt w stosunku do treści i formy wypowiedzi muzycznej ?

Próby wywierania nacisku na :N:-a były , ale słuchając tych płyt doprawdy trudno dostrzec przejawy poddania się sugestiom ze strony wydawców, czyli CBS International (RFN, USA) i Polskich Nagrań (Polska).

wireq pisze:
Czy każdej z tych płyt nadać można etykietkę artystyczna bezkompromisowość ?

Takie etykietki są mi niepotrzebne, ale w opinii krytyki muzycznej za najbardziej bezkompromisowe uchodzą: "Strange is this World" dla CBS i "Requiem dla van Gogha" dla Polskich Nagrań.

wireq pisze:
Czy są jakieś charakterystyczne elementy łączące tych sześć, jakże różnych albumów ?

Wypada docenić spójność stylistyczną materiału muzycznego na każdym z tych albumów, żarliwy śpiew Niemena i trudne, ale i piękne teksty wyrażające nonkonformistyczną postawę życiową (i to niezależnie, czy były to wiersze Norwida, teksty N.Simona, czy samego Niemena).

Wszystkie te płyty (oprócz może ":n:.vol. I") ustawiłbym w sklepie na półeczce "jazz-rock" .


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: sob mar 18, 2006 20:31 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Coś "chudo" jeśli chodzi o komentarze ... czyżbyśmy słuchając czesławowych płyt nie zadawali sobie pewnych pytań??? Ok, odsłonię zatem intencję, którą kierowałem się zaczynając ten wątek. Stawiam tezę, że płyty nagrane przez Niemena w Polsce są pod względem artystycznym ciekawsze i bardziej bezkompromisowe od albumów nagranych za granicą.
W zasadzie wszystko powinno przemawiać na korzyść nagrań zrealizowanych poza krajem:

-porządne studia nagraniowe, wyposażone w dobrej jakości sprzęt,
-profesjonaliści w dziedzinie reżyserii i nowoczesnej realizacji nagrań,
-komfort pracy muzyków nieporównywalny z tym, czego doświadczali w Polsce,
-pozytywny stres, bo przecież "nagrywamy dla CBS" - to "pójdzie w świat" i otworzą się drzwi do kariery ...

Rozkładam przed sobą "Strange Is This World", „Requiem dla Van Gogha" i "Marionetki" oraz „Ode To Venus". To dźwiękowe dokumenty pozostałe po "Grupie Niemen". Symbolicznie okres ten zaczyna się w Niemczech ("Strange ...") i tam też się kończy ("Ode …"). Każda z tych płyt ma zasadniczą cechę – tak zwaną „awangardowość”. Przeanalizujmy zatem zastosowane przez muzyków środki, które miały ją uzasadniać.

-„Strange Is This Word” to pierwszy krok „Grupy Niemen” w awangardę. Utwór tytułowy oraz „A Song For The Deceased” („Piosenka dla zmarłej”) nieźle wpisują się w ten klimat: proste w zasadzie piosenki muzycy przekształcają w utwory pozbawione cech komercyjności, a podstawowym środkiem do osiągnięcia celu jest oryginalny sposób wykorzystania wyobraźni i umiejętności instrumentalnych Helmuta Nadolskiego. Dwa pozostałe utwory, to w zasadzie bluesopodobne granie bez silenia się na łamanie tradycji poza „melodyczno - kontrabasową” oprawą dokonywaną przez Nadolskiego („Why Did You Stop Loving Me”, “I've Been Loving You Too Long”). Nie zauważam w nagraniach z tej płyty szczególnych (niezwykłych) konstrukcji utworów, skomplikowanych harmonii lub zapadających na zawsze w pamięć solówek. Interesująco zaaranżowana „Piosenka dla zmarłej” razi trochę dłużyznami i powtórzeniami tych samych rozwiązań w partiach solowych i kulminacyjnych – trochę nieporadnie brzmi też momentami gitarzysta. Ponad wszystko wybija się śpiew Niemena, znakomicie dysponowanego wokalnie.

-Minie niespełna pół roku, a ten sam skład muzyków, uzupełniony gościnnie o trębacza Andrzeja Przybielskiego, nagra w studiu Polskich Nagrań „Requiem dla Van Gogha" i "Marionetki" (w boksie wydanym przez Polskie Radio wypełniają jeden krążek). I nagra, w moim odczuciu, dwie znakomite płyty, o wybitnych walorach artystycznych. Te nagrania zasługują na inne, oddzielne miejsce ich omawiania na forum. Wpiszę jedynie, że wieje z nich awangardą, pozorna surowość muzyki łamana jest przez lekkość grania (o której w innym miejscu trafnie napisał Ed: http://www.venco.com.pl/~dsier/Niemen/f ... 9&start=30), pojawia się zdecydowanie szerszy niż na „Strange …” wachlarz środków wypowiedzi. I obecny jest Andrzej Przybielski (szkoda, że okazjonalnie: doprawdy rad byłbym dowiedzieć się dlaczego tylko na zasadzie dokooptowanego gościa). Cudowne rzeczy gra ten muzyk! Chcąc się do czegoś przyczepić wspomnę dla porządku, że analogicznie, jak na płycie niemieckiej, rażą pewne fragmenty w „Piosence dla zmarłej” i z tych samych powodów. Dla konesera „Requiem dla Van Gogha" i "Marionetki" są arcydziełem.

-Po kilku miesiącach muzycy „Grupy Niemen” wchodzą do monachijskiego studia, by nagrać – jak się okaże – ostatnią płytę w tym składzie, jednocześnie będącą pożegnaniem z awangardą. Wykorzystują w części materiał z „Marionetek”. I dziwna sprawa: cały urok muzyki i ładunek emocjonalny z polskiego dwupłytowego albumu trafia szlag. Ta płyta, mimo że ważna, wartościowa i „trzymająca” określony poziom jest artystycznym krokiem wstecz.

Dlaczego na niemieckich płytach Niemen nie zdecydował się na eksperymenty, które z powodzeniem sprawdziły się w produkcjach dla Polskich Nagrań? Z jakich przyczyn zrezygnował z kolejnej płytowej wersji „Requiem dla Van Gogha” i „Inicjałów”? Dlaczego „Puppets” (czyli „Marionetki”) z przejmującej, fascynująco brzmiącej pieśni przekształciły się na niemieckim krążku w dość mdłą i ckliwą piosenkę? Co uczyniono z „Com uczynił?”???

Gdzie tkwić może prawda:

-czy polski wydawca dawał Niemenowi nieograniczoną wolność muzycznej wypowiedzi (poza tekstami, rzecz jasna, bo był to czas mrocznej PRL z szalejącą cenzurą)?
-czy może CBS żądał wygładzonego i łatwiejszego do powszechnej akceptacji materiału rejestrowanego na swoich płytach?
-czy też muzycy obawiali się komercyjnej porażki, która i tak nastąpiła, bo wydane w RFN albumy rozeszły się w niewielkich nakładach?
-czy też, aby grać swoją muzykę – tę niezdefiniowaną, bo podświadomie zakorzenioną w genach, najlepiej czynić to w miejscach najbliższych sercu?

Przepraszam za objętość postu, ale to tylko część koniecznych w tym przypadku uwag.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt mar 21, 2006 16:41 
Domyślałem się wirqowej odpowiedzi, bo i sam czuję bardzo podobnie.
Jak już wspominłem w innych miejscach tego forum za płytę najbardziej z wymienionych udaną uważam tzw. "Marionetki" (zwłaszcza vol.2). Nagrana w Polsce, w lecie, muzycy mieli czas już się ze sobą wzajemnie zapoznać, choć nie na tyle by się już sobą i swoim repertuarem znudzić. Nagrana w szkole muzycznej, co mogło im dodać dodatkowych skrzydeł, no a przede wszystkim zaśpiewana po polsku!

Wymagania zachodnich firm musiały narzucić im język angielski a chyba nie za dobrze się z tym czuli próbując wsadzić angielskie słowa w stare piosenki. Czy mieli problem z akcentem, czy co, w każdym razie piosenki z Ode to Venus brzmią dla mnie bardzo żle w porównaniu z Marionetkami. Mimo bardziej zaawansowanej studyjnej produkcji ja ciągle preferuję oszczędną, suchą produkcję Marionetek. A ostatnia z wymienionych płyt, nowojorska, no powiedzmy, że bardzo rzadko jej słucham. Kiedyś chciałem się na siłę przekonać do rhapsodu, bo dużo lepiej nagrany, ale nic nie pomogło. Może szkoda, że nie było tam więcej nowych piosenek w stylu "Bzy i szampan" z chórkami i trochę soulowym śpiewaniem. Na pewno efekt byłby lepszy niż z tym dwudziestominutowym rhapsodem w którym nie wiadomo o co chodzi. Schody do nieba były dla mnie zawsze najnudniejszą piosenką w historii rocka, ale rhapsod bije cepelinów na głowę...

W Polsce czuli się dobrze, nie tyle swojsko ale pewnie. Mieli tu ze sobą tzw. "wow-effect" i czuli, że są najlepsi.
Za granicą było inaczej...


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt mar 21, 2006 19:16 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Pięknie jest zgadzać się z Gasketem :D . Nawiasem mowiąc przywołana przez Ciebie teza o płytach nagrywanych latem jest nader interesująca. Muszę kiedyś w wolnej chwili przeanalizować ulubione płyty pod kątem prawidłowości tego kryterium. Jednak nie o porach roku chciałem dziś napisać, kontynuując dyskusję w tym wątku, ale o relacjach płyt "Niemen Aerolit" i "Mourner's Rhapsody". Pozornie niewiele w nich wspólnego, ale dostrzegam pewną jedność:

- oba albumy nagrano w 1974 roku,
- fundament brzmieniowy na obu płytach zdominowany jest przez elektroniczne instrumenty klawiszowe,
- podobny jest klimat muzyki, mającej niezaprzeczalne źródło w zakorzenionej już wtedy na światowych rynkach typowej estetyce jazzrocka,
- echa niektórych pomysłów z płyty "MR" pobrzmiewają wyraźnie w "Czterech ścianach świata", "Kamyku", czy "Daj mi wstążkę błękitną": to nie zarzut, lecz zaakcentowanie, że Niemen wykształcił w tym czasie własny, łatwo rozpoznawalny styl kompozycyjny i aranżacyjny,
- jedynym wspólnym utworem nagranym na tych plytach jest "I Search For Love"/"Smutny ktoś i biedny nikt".

Płyta amerykańska miała w założeniach wypromować Niemena za granicą. Jest więc gatunkowo "lżejsza", brzmieniowo "ugrzeczniona", pozbawiona cienia ewentualnego eksperymentu, ładnie skrojona pod gust brzmień tamtych lat. Niektóre utwory ("Half Way Around The World", "I'm Reaching Out To The People") są w zasadzie typowym "muzakiem" - nie zapadają w pamięć, spisując się wybornie jako tło do wykonywania przez słuchacza różnych domowych czynności. Nie chcę powracać do krytycznej oceny tytułowego utworu, bo kiedyś już obszernie opisałem moje rozczarowanie (http://www.venco.com.pl/~dsier/Niemen/f ... .php?t=821). Są jednak na amerykańskiej płycie perełki godne zapamiętania: "Lilacs And Champagne", "I Search For Love", "I've Got No One Who Needs Me", czy piękna ballada "Baby M" - żałować należy, że Niemen nie nagrał ich później (poza "I Search For Love") w polskiej wersji jezykowej.

Spoiwem obu płyt, jednoznacznie łatwym do snucia porównań, są "I Search For Love"/"Smutny ktoś i biedny nikt". To jedna z niewielu piosenek nagranych przez Niemena poza krajem, brzmiąca lepiej od polskiej wersji. Co o tym decyduje? Moim zdaniem zdecydowanie lepsza od polskiej sekcja rytmiczna, genialnie wkomponowane w całość skrzypce Michała Urbaniaka oraz wybitnie niesłowiański klimat utworu, niezwykle przyswajalny dla muzyków sesyjnych zaangażowanych do nowojorskich nagrań. Myślę, że Czesława "natchnął" z lekka Don Grolnick, bo po powrocie do Polski, tworząc "Niemen Aerolit", zanagażował do zespołu Andrzeja Nowaka, grającego na fortepianie fendera (z lepszym skutkiem niż lider, acz gorszym - co zrozumiałe - od Grolnicka). Szkoda, że pięknie brzmiący na amerykańskiej płycie flet Seldona Powella zastąpiły na płycie "Niemen Aerolit" imitacje syntezatora.

Z perspektywy lat "Aerolit" jawi się jako jedna z ciekawszych płyt Niemena. "Kamyk", "Cztery ściany świata", a zwłaszcza "Pielgrzym" to dziś niemenowska klasyka. Warto wsłuchać się w dwie wersje "Pielgrzyma": tę z "Aerolitu", i tę z "Ode To Venus" - w praktyce oba te nagrania doskonale ilustrują tezę postawioną przeze mnie wcześniej: o artystycznej wyższości nagrań dokonywanych przez Niemena w Polsce. Smętnie stylizowany "A Pilgrim" pozostaje o lata świetlne za niesamowitą wersją "Pielgrzyma" utrwaloną na polskiej płycie. Niewiele napiszę o "Wstążce", bo choć jest urokliwa, to jednak stanowi zbyt dosłownie "odrobioną" pracę na temat wczesnego King Crimson.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt mar 21, 2006 21:35 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr paź 13, 2004 0:04
Posty: 226
Jedna uwaga: piosenki "Half Way Around The World" i "I'm Reaching Out To The People" nie znalazly sie ani na winylu ani na 8-sladowej kasecie wydanych przez CBS, nie byly wiec czescia materialu majacego promowac Czeslawa na zachodzie.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: śr mar 22, 2006 0:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3238
wireq pisze:
Pięknie jest zgadzać się z Gasketem :D


Ano pięknie :twisted: zwłaszcza w tak przestrzelonych ocenach :

Cytuj:
Niektóre utwory ("Half Way Around The World", "I'm Reaching Out To The People") są w zasadzie typowym "muzakiem" - nie zapadają w pamięć, spisując się wybornie jako tło do wykonywania przez słuchacza różnych domowych czynności.


Ja Wirqu rozumiem , że różne utwory mogą nam się podobać . Są też takie, których z różnych względów nie lubimy. Rozumiem też potrzebę rozruszania dyskutantów , ale ... muzakiem tych piosenek nie powinno się jednak nazywać.
To nie jest dyskretna, nieskomplikowana muzyczka wpadająca jednym i wypadająca drugim uchem...

Z kolei , co do Smutnego Ktosia to akurat bardziej przypadła mi do gustu wersja z AErolitu i to nie tylko z powodu chórku zasugerowanego przez producenta na amerykańskim longplayu, lecz ze względu na wymowę wiersza Pawlikowskiej -Jasnorzewskiej.
Muzyka rozpędza czarne myśli -do tego przesłania przywykłem chyba wcześniej niż do rozglądania się za niewiadomo czym ... (wersja polska powstała oczywiście wcześniej).

Zgadzam się , że za krótko grali na koncertach "Lilacs And Champagne", czy choćby "I've Got No One Who Needs Me" , lecz flet brzmiał na koncertach i to w naturalnej postaci .. Za sprawą Lidera :)

wireq pisze:
Smętnie stylizowany "A Pilgrim" pozostaje o lata świetlne za niesamowitą wersją "Pielgrzyma" utrwaloną na polskiej płycie.

Niewiele napiszę o "Wstążce", bo choć jest urokliwa, to jednak stanowi zbyt dosłownie "odrobioną" pracę na temat wczesnego King Crimson.


Czy smętnie, czy nie - tak naprawdę nie mieliśmy jeszcze okazji posłuchać Ody do Wenus na zremasterowanej płycie .
Ja jestem zwolennikiem radiowej wersji Pielgrzyma ze stycznia 1973r.
I chyba szkoda , że to nie z jednej z wielu wersji Tego Utworu znają Go ludzie ...

Natomiast przy okazji mellotronu w "Daj mi wstążkę .." to chciałbym zauważyć , że w przypadku niektórych instrumentów -ich brzmienie poważnie implikuje melodykę utworu. Słyszymy podobne brzmienia w "I talk to the wind" K.C. i we Wstążce a jednak linia melodyczna jest zupełnie inna . Zatem jeśli takowe zadanie istotnie postawił sobie, to ograniczył się do pokusy użycia podobnego klawisza .
I ja miałbym ochotę zaśpiewać : much confusion, disillusion - all around me ...

P.S. Gratuluję setki na karku ... 8)

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: śr mar 22, 2006 0:49 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Nareszcie ruszyła lokomotywa z postami (mam nadzieję!). Jasne, że leciutko prowokacyjnie tu i ówdzie postąpiłem :D , bo o płytach Niemena warto i trzeba rozmawiać! Lecz co do dwóch bonusowych nagrań z "Mourner's Rhapsody" zdania nie zmienię - są (dla mnie) muzycznie nijakie. I słusznie zauważył Angur, że na oryginalnej, pierwszej wersji "MR" tych utworów zabrakło - mniemam, że właśnie dlatego.

Drogi Markovitzu! Mi właśnie o to chodzi abyśmy pięknie różnili się dyskutując o muzyce. W tym tkwi jej urok, że Ty wolisz "Smutny ktoś ...", a ja np. "I Search ...". Moje argumenty przedstawiłem: dodam, że wersja nowojorska nacechowana jest lekkością, ma zdecydowanie lepsze (technicznie) brzmienie i grają ten utwór dżentelmeni o ponadprzeciętnych umiejetnościach i doświadczeniu , co słychać i czuć. W polskim odpowiedniku rażą mnie trochę osobliwe niskotonowe akcenty syntezatora w tle (niezbyt ciekawie się kojarzące) i zbyt wiele muzycznego hałasu w stosunku do elegancji (szlachetności?) brzmienia z płyty CBS. Najbardziej ciekawiłaby mnie jednak odpowiedź na wcześniejsze pytanie: dlaczego nie pojawiły się polskie wersje piosenek z "MR"?

Nie wydaje mi się, aby "A Pilgrim", poddany nawet najbardziej kunsztownym zabiegom, cokolwiek zyskał. Uważam, że genialnym pomysłem podczas nagrywania "Aerolitu" było "przetłumaczenie" utworu "Pielgrzym" na język elektroniki. Syntezator Niemena i preparowany momentami elektronicznie głos Czesława (plus doskonała wokalna interpretacja) przynoszą cudowny efekt. To nagranie chyba nigdy nie pokryje się patyną czasu. A że słyszę "A Pilgrim" z niemieckiej płyty, jako smętną pieśń na tle rachitycznych bębęnków ... cóż - takie już wredne bywa wirqowe ucho :? .

Wstążka ... - fajna jest, naprawdę. I dobrym pomysłem - łamiącym nieco crimsonowski pierwowzór - jest z pewnością zdublowane solo fortepianu elektrycznego, przeciwstawne klimatowi całości. Zresztą jeśli inspirować się, to tylko dobrymi wzorami. A King Crimson taki nowatorski w pełni też nie był - coś tam kiedyś wziął z "Moody Blues", nagrywając słynne "Epitaph", prawda???

PS. Dzięki za gratulacje, ale Twojej liczby postów raczej nie osiągnę - zawsze będziesz dla mnie prawdziwym wzorem na tym Forum. I nie sroż się w tym wątku na Gasketa, bo w tej dyskusji jest on nadspodziewanie grzeczny (fakt, że przegiął coś uznając nowojorski "Rapsod" za coś tam ... chyba mało tzw. rocka nasz kolega słuchał ).


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY