[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest pt lis 24, 2017 19:23

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn sie 21, 2006 9:19 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Sugestywną i oryginalną laurkę Niemenowi wystawił też inny reżyser, z którym kompozytor wpółpracował wiele lat :
"CZESŁAW NIEMEN - niepowtarzalne, silne zjawisko artystyczne na tle estradowych środowisk polskich rockmanów, bigbeatowców, aż po hip-hopowców.
Pieśniarz, kompozytor, poeta.
Czym porwał nas, ludzi kilku pokoleń?
Co jest istotą jego charyzmatu?

Z pewnością, trafiał na tajemną złotą żyłę w krwioobiegu naszej kultury.
Co to było?
Poezja, jej ton miłości, prawdy, piękna - podawany nam jakby na uwięzi, spoza przeszkód i mimo naszych obaw, ale i w rytm naszych marzeń o wolności, o wyrwaniu się z depresji i szarzyzny odgrodzonej od piękna.
Był człowiekiem dalekim od bezrefleksyjnego buntu, ale jednocześnie człowiekiem niezgody i wewnętrznej wolności, jaka stawała się wewnętrzną wolnością każdego
z nas.
Przez władzę był poniżany, a to go w naszych oczach wywyższało.
Artysta nostalgicznego tonu - wyrażał formą tajemnych porozumień to co zniknęło
z oficjalnego "spisu treści" dozwolonych dla "narodu - lawy."
Wulkaniczna energia Niemena była artystycznie tak sugestywna, ponieważ czuło się
w jego dykcji, sposobie emitowania głosu wspólną nam wszystkim blokadę, dającą wyraz piękna, prawdy i miłości - poprzez cierpienie w samym wysłowieniu marzeń.


Na Jego pogrzeb przyszła "cała Polska": od 70-latków po gimnazjalistów.
Stali w powadze skupienia ludzie sukcesu: ubrani w londyńskich i paryskich domach mody, obok tych ubranych w zużyte połatane ciuchy. Stali obok siebie ludzie o zmęczonych zmiętych twarzach i ci o wypielęgnowanych dłoniach i efektownych makijażach.
To się już nie zdarza, żeby takie same łzy i ciszę proponowali sobie ludzie tak różni,
jak ci z powązkowskich uroczystości pożegnania z prochami doczesnymi Niemena.
Jednak mimo odczucia, że ponad proch wznosi się ton Jego artyzmu - w górę,
w Niewidzialność - wszystkich przepełniał i przepełnia żal, że nie ma Go już wśród nas.
Co to za żal? Czy tęsknota?
To zapatrzenie w pełnię lirycznego zaśpiewu wyłaniającego się z witalnego ciała.
Niemen poza delikatnością wyswabadzającą się z szorstkiej powłoki stylów, zdań, konwencjonalizmu estrady, niósł POCIESZENIE.
Jego repetycje polskiej poezji, a szczególnie Norwida - stanowiły o duchowej randze pocieszeń. Artysta czujący się spadkobiercą proroczych wierszy Norwida - sam stawał się ożywioną NADZIEJĄ. Charyzmatyk.

Jako widz i słuchacz, stoję wobec trwania - mimo kresu ciała - fenomenu talentu.

Łączyła nas artystyczna przyjaźń trwająca od 1977 roku. Tworzyliśmy razem: widowiska telewizyjne "Kronika Polska Galla Anonima" i mickiewiczowskie "Zdania i uwagi", film fabularny "Klejnot wolnego sumienia" oraz spektakl pt. "13 grudnia - 10-lecie stanu wojennego" wystawiony w 1991 (w rocznicę rozpoczęcia stanu wojennego w Polsce) roku w Teatrze Nowym w Łodzi.

Wielkość Niemen osiągnął przez samodzielność i dzielność zarazem.

Był pocieszeniem, jest drogowskazem".

- GRZEGORZ KRÓLIKIEWICZ

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: śr sie 30, 2006 16:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
W 1973 r. na dobre kończy się artystyczna współpraca Niemena z muzykami SBB. Wyjątkiem był tu prawdopodobnie tylko Apostolis Antymos, z którym Niemen wystąpił jeszcze w 1991. Okazją ku temu stał się sopocki koncert „Trzy Dekady Rocka w Polsce” [Niemena wspomagali wówczas też : Wander, Popławski, Jaśkiewicz i Chojnacki - w tym okresie autorskie koncerty Niemena z towarzyszeniem innych instrumentalistów były wielką rzadkością]. Czy był to wynik cieplejszych relacji (na tle Skrzeka i Piotrowskiego) między obu artystami ? Kto wie, choć ich wspólne początki niekoniecznie na to wskazywały.
Wspomina Antymos :
„(...) Pamiętam że Niemen był przy naszych nagraniach w Warszawie, kiedy nagrywaliśmy jeszcze jako Silesian Blues Band. Podobała mu się nasza kapela, ale szczególnie Józek i z nim przede wszystkim chciał grać.

Najpierw ściągnął Józka, potem Piotrowskiego, a ja..., ja to już właściwie zwątpiłem..., myślałem że zostawili mnie samego..., aż tu po jakimś czasie dzwoni "Czeslaw" i mówi:
- Mały, co robisz?
Ja że na razie nic, na co on:
- No to wpadaj!!!
No i pojechałem.
Niemen był zawsze nowatorem, genialny facet, zawsze go uwielbiałem..."
I dalej, o pracy z Niemenem :
" Dużo było w tym wszystkim improwizacji, ale największą robotę robił Józek, on wszystko aranżował, Pomysły narzucał Niemen, ale aranże szlifował Józek. My dokładaliśmy swoje jako instrumentaliści i tak to funkcjonowało."
(Tawerna - Rozmowy pokładowe)
Nieco inaczej zapamiętał te wydarzenia Niemen :" "Piosenkę dla zmarłej" wykonywałem w bardziej konwencjonalnej wersji z poprzednim swoim zespołem, w którym Jacek Mikuła grał na instrumentach klawiszowych. W grudniu 1971 r. rozpocząłem współpracę z Józefem Skrzekiem. Słyszałem wcześniej jak grał z grupą Breakout i miałem świadomość jego wielkich możliwości... Nie bytem zadowolony ze swego dwupłytowego albumu zrealizowanego na przełomie 1970 i 1971 r., ani z późniejszych koncertów. Chciałem, aby moja muzyka była bliska rocka, jazzu i awangardowej muzyki poważnej. Na pierwszej próbie, na którą przyszedł Skrzek, staraliśmy się zmienić w tym duchu "Piosenkę dla zmarłej". Jednak gitarzyście i perkusiście z poprzedniego składu zupełnie to nie szło. Wtedy Józef powiedział mi: mam odpowiedniego gitarzystę. ściągnął Lakisa (Apostolis Antymos - przyp. W. K.)... A ten tylko graf bluesy w manierze B. B. Kinga. Ale szybko złapał, o co chodziło, okazał się niesamowicie muzykalny i bardzo go polubiłem. Naprawdę ruszyliśmy, gdy dołączył drugi muzyk z zespołu Skrzeka - Jerzy Piotrowski. Początkowo nie był przekonany do takiej muzyki, śmiał się z tego, ale wykonywał wszystko bezbłędnie.

- Sądzę, że duży wpływ na Pana miał wtedy Helmut Nadolski, awangardowy kontrabasista, który także znalazł się w Grupie Niemen...

- Z Nadolskim przyjaźniłem się od końca lal pięćdziesiątych. Przez jakiś czas mieszkaliśmy nawet razem w Sopocie. Około 1971 r. przychodziłem na próby, które odbywał z pianistą Janem Fryderykiem Dobrowolskim. Bardzo mi się podobała ta ich improwizowana muzyka. Istniałem już jako piosenkarz. ale chciałem być muzykiem, uczestniczyć w czymś bardziej poważnym. Kiedy pojawiło się szersze grono publiczności zainteresowanej awangardą, wydało mi się to bardzo obiecującym zjawiskiem. Jednak początkowo słuchacze byli nieufni. Pamiętam pierwszy nasz koncert we wrocławskim "Pałacyku": studenci jakby nic nie pojęli z naszej muzyki... Stopniowo byliśmy przyjmowani w kraju coraz lepiej. Niestety. nie udało mi się zaszczepić lego stylu na rynku RFN, chociaż mieliśmy lam świetne recenzje. W ramach mojego kontraktu z CBS zrealizowaliśmy dwie duże płyty w Niemczech Zachodnich, na pierwszej znalazła się m.in. "Piosenka dla zmarłej" z angielskim tekstem. Drugą płytę nagraliśmy już tylko w czwórkę, po rozstaniu z Nadolskim i z trębaczem Andrzejem Przybielskim, którego Nadolski wprowadził do zespołu. W tym, co robili zaczęło być za dużo filozofowania, okazało się, że interesowała ich muzyka całkowicie improwizowana, intuicyjna. "Sariusz", "Marionetki" - te utwory z moich polskich płyt z tego okresu były zaimprowizowane na poczekaniu, pierwszy podczas koncertu w "Rivierze", drugi w studiu nagraniowym. Ale na dłuższą metę nie dato się tak pracować, to wymaga specjalnej atmosfery... A my stopniowo traciliśmy ze sobą kontakt emocjonalny.

- Na pewno na atmosferę w zespole wpływały rosnące ambicje Skrzeka...

- Po nagraniu w Monachium longplaya "Oda do Wenus" próbowałem jakoś tę sprawę wyjaśnić. Występowaliśmy jako Grupa Niemen nie z powodu mojego samouwielbienia, ale dlatego, że kontrakt z CBS byt na moje nazwisko... Niestety, nie doszedłem wtedy ze Skrzekiem do porozumienia. Do dzisiaj uważam, że była to wielka, zaprzepaszczona szansa."

[Cytat pochodzi z wywiadu, jakiego Niemen udzielił Wiesławowi Królikowskiemu na łamach Magazynu Muzycznego]

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Ostatnio zmieniony czw kwie 12, 2007 21:02 przez szach' raj, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: sob wrz 02, 2006 10:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Gra na albumach :„Muzyka Teatralna i Telewizyjna” [ mógł przy tej okazji poznać Niemena], „Marionetki” i "Little Wing", widać go w filmie „Die Schussel”, słychać na koncertach Niemena tamtych czasów…Tajemniczy i małowmówny. Skutecznie unikający mediów. O kim mowa?
Mjr „Andy” Andrzej Przybielski, trębacz zwany „Szarą Eminencją Polskiego Jazzu”.
Z kim to on nie grał, w jakich projektach nie uczestniczył….
Poczytajmy. Będzie zabawnie :lol: :
http://www.mozg.art.pl/muzyka/przybiel-txt.htm
http://www.mozg.art.pl/muzyka/przybiel.htm
http://www.odnowa.umk.pl/main.php?PAGE= ... 3527628ffd

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Ostatnio zmieniony pt wrz 08, 2006 18:22 przez szach' raj, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn wrz 04, 2006 14:12 
Duzo sie pisze o jakims ceti, o tym, czy o tamtym - a nie spotkalem sie jeszcze z komentarzami dotyczacymi kasetki rogotu Di Rock Cimbalisten. Czy minimoogowe (chyba) solo nie zrobilo na nikim wrazenia? Czy ja przeoczylem?


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: wt wrz 05, 2006 10:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
TOMASZ JAŚKIEWICZ :
http://www.amc.pl/index.php?wykonawca=jaskiewicz

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: KRZAK
PostZamieszczono: wt wrz 05, 2006 20:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Zespół „Krzak” powstaje na Śląsku, pod koniec 1972 roku w składzie : Jan Błędowski (skrzypce, lider grupy), Maciej Radziejewski (gitara), Jacek Gazda (gitara basowa), Wojciech Grabiński (perkusja). W tym zestawieniu grają około roku. Kwartet wykonuje wówczas wyłącznie utwory instrumentalne, nagrywa pierwsze utwory dla Polskiego Radia (m.in. kompozycję… „Krzak”), w rockowym światku zdobywa renomę znakomitego zespołu koncertowego. Nic dziwnego, że zainteresował się wówczas nimi Niemen. Jako „Niemen Aerolit” współpracowali razem w latach 1973-74 (Gazda do lutego 1975), dając wiele koncertów, zwłaszcza za granicą. W składzie z J. Grunwaldem w połowie 1973 r. nagrywają muzykę do dokumentu filmowego "Sobie król" („Bolek i spółka”), w maju 1974 m. in. Błędowski i Gazda biorą udział w nagraniu dokonanym przez Polskie Radio („41 potencjometrów pana Jana”), a pod koniec roku 1974 Gazda uczestniczy w rejestracji albumu "Niemen Aerolit"… Stopniowo muzycy „Krzaka” byli zastępowani innymi ; w miejsce Grabińskego szybko pojawił się P.Dziemski, a po powrocie Niemena z Nowego Jorku Radziejewskiego zastąpił S.Piwowar. Po kłótni z Niemenem odchodzi Błędowski (dlatego nie gra na "Aerolicie"), który w 1975 r. reaktywuje (w nowym składzie) zespół „Krzak”.
W 1976 r. do zespołu Niemena powraca Maciej Radziejewski i współpracuje z nim do 1980 ", po drodze" biorąc udział w nagraniu albumu "Idee Fixe".
Widać tu kilka analogii z SBB - grupa młodych ludzi ze Śląska, po pierwszych nagraniach radiowych, kłótnia liderów... Zresztą, Jan Błędowski w 1974 r gościnnie brał udział w koncertach grupy SBB [ czyżby tuż po odejściu z Aerolit'u ?! - warto by było to wyjaśnić ].

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Ostatnio zmieniony pn mar 19, 2007 22:53 przez szach' raj, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: śr wrz 06, 2006 10:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lut 27, 2004 17:11
Posty: 2574
Lokalizacja: Wrocław
Dzięki Szach'raju za namiary na wywiad z Tomaszem Jaśkiewiczem. Poznałem go osobiście na zlocie w Łagowie. Jest bardzo sympatycznym i pogodnym człowiekiem. Pokazuje to zresztą wywiad- ten dystans do swojej osoby, do swoich umiejętności, ten dowcipny język. Jednym słowem: luz całkowity. Tylko pozazdrościć !
Jego skromność jest za skromna, bo całkiem niesłusznie krytycznie odnosi się do swoich umiejętności instrumentalnych. Słyszałem jego grę w Łagowie - mistrzostwo.

PS Może ktoś wie co porabia Helmut Nadolski.

_________________
Powaga zabija, a jej brak uśmierca.
Należy być sobą wbrew sobie.

(moje)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: śr wrz 06, 2006 10:56 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Na poczatku roku był o nim film w TVP Kultura. Niestety , nie miałem okazji go zobaczyć.
"Reportaż opowiada o mieszkającym od kilkunastu lat w Bremie wirtuozie
kontrabasu, Helmucie Nadolskim. Ten bardzo popularny kiedyś muzyk jazzowy
wykonuje wyłącznie własną muzykę, głównie improwizacje.
Bohater opowiada o swojej twórczości i emigracji.
Materiał wzbogacony ikonografią oraz jazzowymi improwizacjami wykonanymi
przez Helmuta Nadolskiego na potrzeby reportażu".
Film zrealizowano w 2001 roku.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: LABORATORIUM
PostZamieszczono: śr wrz 06, 2006 18:49 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Po rozpadzie grupy „Niemen Aerolit” zainteresowanie Niemena padło na formację „Laboratorium”, z którą dał szereg koncertów, przede wszystkim w 1975 roku, ale także w latach 1977-78.
Współpraca ta nie miała stałego charakteru, stąd sam Niemen określał pomoc muzyków z „Laboratorium” mianem występów „gościnnych”.
Zespół powstał w Krakowie, w 1970 z inicjatywy pianisty i późniejszego lidera formacji – Janusza Grzywacza. W momencie scenicznego spotkania z Niemenem grupa była już dość dobrze znana, zwłaszcza w środowisku muzyków jazzowych. Nie bez powodu w pierwszej połowie lat 70 tych była kilkakrotnie nagradzana m. in. na festiwalu Jazz nad Odrą, a już w 1972 roku dokonała pierwszych nagrań płytowych. Ich styl , pełen brzmieniowych i harmonicznych eksperymentów można określić jako jazz-rock z elementami fusion i funky.
„W 1975 zespołowi zaproponował współpracę Czesław Niemen, który porzucił swoją formację Aerolit. Wystąpił z Laboratorium na wielu koncertach i festiwalach, przedstawiając muzykę z płyty "Katharsis" oraz nowe kompozycje, które stały się podstawą wydanego kilka lat później dwupłytowego albumu "Idee Fixe". Współpraca miała jednak charakter "gościnny" - Niemen niebawem powołał do życia nowy zespół, a Laboratorium dalej szło wytyczoną przez siebie ścieżką”. A więc dzięki muzykom Laboratorium Niemen tworzy zespołowe wersje Katharsis i „testuje” w pierwotnym kształcie utwory , które znalazły się później na „Idee Fixe”.
W 1975 z Niemenem grali następujący muzycy formacji :
Janusz Grzywacz (fender, clavinet), Mieczysław Górka (perkusja), Marek Stryszowski (saksofony, instrumenty perkusyjne).
W 1978 roku, dzięki kontaktom M. Stryszowskiego z środowiskiem jazzowym Półwyspu Indyjskiego, dochodzi do wyjazdu polskiej ekipy na festiwal Jazz Yatra. Oprócz „Laboratorium” zaproszono do Indii także zespoły : Niemena i Zbigniewa Namysłowskiego.
Eksportowy program szlifowany był w Polsce, w ramach festiwalu Jazz Jantar (1977).
W tym czasie w grupie „Laboratorium” grali już także : Krzysztof (gitara basowa) i Paweł (gitara) Ścierańscy.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: BREAKOUT
PostZamieszczono: pt wrz 08, 2006 10:51 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Można też doszukać się pewnych korelacji między muzykami grup Niemena i zespołu "Breakout". U boku Nalepy i Niemena grali :
Maciej Radziejewski, Stanisław Kasprzyk, Janusz Zieliński, Andrzej Tylec i Józef Skrzek.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: AEROLIT nr 2
PostZamieszczono: pt wrz 08, 2006 18:38 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Ostatnim stałym zespołem Niemena była grupa, która uformowała się pod koniec 1975 roku, a z którą występował z przerwami do roku 1980. Tadeusz Skliński pisze, że ten zespół miał nosić nazwę „Restless Blood” („Wzburzona Krew”), jednak na skutek sprzeciwu Wydziału Kultury KC PZPR nazwa ta nie mogła być używana. W takiej sytuacji Niemen powrócił do starego określenia „Niemen Aerolit”.
Trzon nowego składu formacji tworzyli :
Gitarzysta Maciej Radziejewski - grał też w pierwszym składzie „Aerolitu”, a także w grupach „Krzak”, En Face”, „Breakout”… Obecnie mieszka w USA,
Perkusista Stanisław Kasprzyk (w 1979 zastąpił go Maciej Czaj) – poprzedni „Aerolit”, „Romuald i Roman”, „Breakout”, grupa Maryli Rodowicz…,
A także multiinstrumentalista Jerzy Dziemski (gitara basowa, instrumenty perkusyjne, skrzypce), wcześniej „Niebo”.
Wspomina Niemen (Teraz Rock, 09.2003) :
„Na przełomie lat 75-76 udało mi się pozyskać bardzo sprawnych i, co najważniejsze, nie przerośniętych wybujałymi ambicjami, muzyków. Basowania podjął się Jerzy Dziemski (brat Piotra), bębnienia - Stanisław Kasprzyk, gitarowego jazzgotu - Maciej Radziejewski. Jesienią ’75, już koncertowaliśmy w zachodniej Polsce. Publiczność wciąż darzyła mnie zaufaniem, choć nie zawsze nadążała za nową jazzrockową konwencją, mimo że od czasu Marionetek upłynęły cztery lata i już nie pozwalałem sobie na dodekafoniczne klastery. Owe klastery (gwoli wyjaśnienia niewtajemniczonym), to nic innego jak granie łokciami po czarnych i białych klawiszach fortepianu, lub wyrażanie w inny sposób swojej bezkompromisowej „nowoczesności”... Aliści, słynne freejazzowe kotłowanie, już się mocno zdezaktualizowało i w moich poszukiwaniach form bardziej zwięzłych nie miało uzasadnienia. Wróciłem do źródeł. Echa folkloru samoistnie dochodziły do głosu przy powstawaniu nowych kompozycji, a scenariusz płyty sam się ułożył w opowieść poetycko-muzyczną, tym razem inspirowaną wyłącznie poezją Norwida.” Chodzi, oczywiście, o program „Zwątpienie i wiara”, którego finalnym efektem był albumu „Idee Fixe”, nagrany z udziałem wymienionych przez Niemena muzyków.
Czesław Niemen, Maciej Radziejewski i Stanisław Kasprzyk ostatni raz zagrali wspólnie 8.05.1993 r. na nowojorskim Manhattanie. Koncert, z którego honorarium Niemen przekazał „Children’s Medical Care Foundation”, odbył się pod szyldem : „ Niemen on Broadway”.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: ndz lis 05, 2006 0:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 23, 2004 16:46
Posty: 440
szach' raj pisze:



Wielkie dzieki szach'raju za ta strone. Wlasciwie byl to pierwszy wywiad z T. Jaskiewiczem, ktory przeczytalem i rzeczywiscie odbiera sie go jako naprawde przystepnego i szczerego czlowieka.
Zapewne on, po tylu latach wspolpracy, moglby wiele jeszcze poopowiadac o tamtym okresie i graniu z :N:-em.

_________________
matt


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pt mar 09, 2007 18:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Mija dziesięć lat, kiedy w marcu 1997 roku Niemen na łamach „Tylko Rocka” wspominał : „Po półrocznym pobycie we Włoszech wracałem samotnie za kierownicą camioncino Ford Transit. Trasę Bolonia – Warszawa pokonałem non-stop w 35 godzin. Na granicy w Cieszynie czekał już mój włoski impresario Antonio Foresti udający się z wizytą do Polski. Był zaszokowany kiedy tłumy fanów na wiadomość o przyjeździe gwiazdy (…?) zaatakowały szlaban. W pośpiechu skrobnąłem kilkadziesiąt autografów i na gaz. Zajrzałem na chwilę do domu i bez odpoczynku pognałem prosto do Sopotu. Szaleństwo…
Nie ! Nie miałem wystąpić na Festiwalu. Nikt mnie nie zaprosił. Przybyłem raczej jako persona non grata…zwłaszcza, że sensacja i tu zbijała wszystkich z pantałyku.
Postanowiłem rozejrzeć się za nowymi muzykami, bowiem Akwarele stały się historią po spełnieniu misji na rynku spaghetti. Traf chciał, że w Sopocie bawił Czesław Bartkowski. Właśnie odbębnił służbę wojskową. Podczas rozmowy , sam zaproponował chęć bębnienia w planowanej przeze mnie formacji Niemen Enigmatic. Jak się rzekło, tak się i stało. Wkrótce nawiązałem kontakt ze Zbigniewem Namysłowskim, który Bartkowskiego spisał wtedy na straty dla sceny jazzowej w Polsce. Ale, że i ta „scena” sama się była straciła , Zbyszek ostatecznie uznał, że zagranie w rockującym zespole nie przyniesie polskiemu jazzowi ujmy. Kokieterię dwóch genialnych muzyków przyjąłem mając pełną świadomość , że „zdradzą” mnie, kiedy chwilowy kryzys jazzu minie. Odejdą. Zanim to nastąpiło zdążyłem zaaranżować i nagrać ten album w doborowym składzie już w październiku 69 roku. Poza najpiękniej malującym akwarelowe dźwięki Tomkiem Jaśkiewiczem ostał się jeszcze Zbyszek Sztyc. Basowanie podjął Janusz Zieliński, którego poznałem w warszawskiej „Dziekance” grał cos w rodzaju raczkującego jazzrocka z Namysłowskim. Gościnnie wzięli udział: Michał Urbaniak, który przyjechał na chwilę do kraju prosto z Głuchej Północy [ …a ciebie miną o Głucha Północy… tak nazywa Kraje Skandynawskie C.K. Norwid, „Pieśń od ziemi naszej”] precyzyjnie zestrojone Alibabki, oraz chór pod dyr. Romualda Miazgi. „Wibrujące struktury” wypełnił mój Hammond. (…) „

[ "wytłuszczenia" moje - szach'raj]
Pierwszy koncert Niemen Enigmatic odbył się 07. 09. 69 w Gdańsku. Jeszcze w tym samym miesiącu grupa daje koncerty w całym kraju. Pod koniec 1969 r i w pierwszej połowie roku następnego (do sierpnia 1970) zespół występuje m. in we Włoszech. Wykonują tam przede wszystkim światowe hity, z których ngarać i wydać udaje się tylko dwa :"The Best Man Cried" i "Shes Is Looking Good". W połowie 1970 roku Namysłowski rezygnuje ze stałej współpracy z zespołem, a nowym jej członkiem zostaje pianista, Jacek Mikuła ( wcześniej :"Metrum", "Old Timers"). Grupa nagrała dwa albumy studyjne, w październiku 1969 "Niemen Enigmatic", a na przełomie 1970/71 jeszcze bardziej enigmatyczny longplay, własciwie bez nazwy, od koloru okładki nazywany potocznie "Czerwonym". Tak jak "White Album" Beatlesów z 1968 r. stał się pierwszym podwójnym albumem rockowym, analogicznie "Czrwony Album" był pierwszym tego typu na rynku krajowym. W trakcie nagrywania tej płyty odszedł od zespołu Bartkowski, a zastąpił go Janusz Stefański ("Tomasz Stańko Kwartet" , "Tomasz Stańko Quintet"). W tym czasie wokalnie Niemena wspomagały panie : Krystyna Prońko, Zofia Borca i Elżbieta Linkowska .Podczas ostatnich koncertów "bębnił" Andrzej Tylec ("Romuald i Roman"). Poza wspomianymi płytami grupa Niemen Enigmatic wydała jeszcze utwory :"Lipowa Łyżka" i "Pożegnanie Harnasia" (jako fragment "śpiewogry" K. Gartner i E. Brylla - "Na szkle malowane").Jednym ze swych ostanich (ostatnim?) koncertów muzycy Enigmatic uświetnili Festiwal Opolski ( 26. 06. 1971), podczas którego wręczono Niemenowi "Złotą Płytę" za album "Niemen Enigmatic".

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: czw kwie 05, 2007 21:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
Nieoceniony Capricorn podesłał mi prasowe materiały, wśród których znalazłem arcyciekawy fragment, przybliżający moment nawiązania współpracy Niemena z grupą Laboratorium. W zaprezentowanym niżej artykule interesujące są też i inne wątki, choćby ten na temat oryginalnego podejścia Niemena do pracy artystycznej, występów scenicznych. Autorem wspomnień jest Mieczysław Górka, ówczesny perkusista zespołu. Cytat pochodzi z Gazety Krakowskiej (23.01.04) :
" Czesława Niemena poznałem w lecie 1975 roku w gdańskim
Żaku. Jego koncerty były o 17.00 , a zespół Laboratorium
miał wieczorem na tej samej scenie grać do tańca, choć
nasze ówczesne propozycje z muzyką taneczną nie miały
wiele wspólnego. Po kilku dniach, nie wypełniwszy warunków
kontraktu, zostaliśmy zwolnieni. Ale zanim to się stało Czesław
codziennie zostawał po swoich koncertach i słuchał naszego
grania. Występowaliśmy w trio: Janusz Grzywacz, Marek
Stryszowski i ja.
Kilka dni po powrocie do Krakowa usłyszałem w słuchawce
telefonu charakterystyczny głos i słowa: — Mieczysław?
Mówi Czesław! I po długiej rozmowie, w której wypytywał
o wiele spraw (o nasze znaki zodiaku, nałogi, upodobania) zaproponował
wspólną trasę koncertową. Rozpoczynaliśmy od
krakowskiej filharmonii, by po przejechaniu całej południowej
Polski zakończyć we wrocławskiej Hali Ludowej.
Czesław traktował występy niezwykle poważnie. Każdy
koncert nagrywał, później było wspólne przesłuchiwanie,
analizowanie i tak codziennie. Między koncertami i w czasie
podróży wiele rozmawialiśmy. Opowiadaliśmy Czesławowi
jak z Januszem Grzywaczem w czasie naszych studiów polonistycznych
przesłuchiwaliśmy na zajęciach „Bema pamięci
żałobny-rapsod”.
Nie obyło się bez zabawnych zdarzeń. Gdy w jakiejś wrocławskiej
kawiarni Czesław zapytał, dlaczego wszyscy ludzie
tak mu się przyglądają, Grzywacz z powagą odpowiedział, że
widać jest do kogoś podobny.
Próby przed trasą odbywały się w naszej macierzystej siedzibie
przy ZPT w Czyżynach. Dyrektor zakładu z wyrzutem
zapytał kierowniczkę klubu: — Pani magister. Ponoć w zakładzie
jest Niemen. Dlaczego załoga o tym nie wie?
Nie muszę dodawać, że wspólne granie było dla nas ogromnym
wyróżnieniem. Laboratorium było na początku swej artystycznej
drogi, a Czesław u szczytu popularności. Miał za sobą
największe sukcesy i rozpoczynał przygodę z muzyką instrumentalną
i ilustracyjną.
Po dwóch latach, w 1977 roku, spotkaliśmy się znowu. Poprosił
nas o akompaniowanie w czasie letniego objazdowego
festiwalu jazzowego Jazz Jantar, a w 1978 roku odbyliśmy
wspólną podróż do Indii. Zostaliśmy zaproszeni na pierwszą
edycję, światowego festiwalu Jazz Yatra do Bombaju i Kalkuty.
Polskę reprezentowali: Laboratorium, Kwartet Zbyszka Namysłowskiego
i Czesław Niemen. Byliśmy jedynymi przedstawicielami
tzw. demoludów. Z Europy byli tylko muzycy z Niemiec
(oczywiście zachodnich) i Skandynawowie.
Po Indiach Czesław występował coraz rzadziej zamykając się
we własnym studio.
Kiedy w lecie 2002 roku po jego koncercie w Filharmonii
Krakowskiej zapytałem, czy nie brakuje mu inspiracji od muzyków
na scenie, odpowiedział, że może warto by jeszcze
wspólnie zagrać.
Być może zdarzy nam się to kiedyś, na jakimś niebiańskim
koncercie. "

c.d.n.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pt kwie 06, 2007 11:19 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr mar 22, 2006 16:23
Posty: 530
13 lutego 2004 roku, również na łamach Gazety Krakowskiej, Mieczysław Górka kontynuuje wspomnienia związane z Niemenem. Tym razem wspomagają go inni współpracujący z artystą muzycy – Andrzej Nowak, Krzysztof Ścierański, Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski. Będzie to znakomitym uzupełnieniem i podsumowaniem dotychczasowych tematów poruszanych w topicu „Artystyczne kontakty”.

„(…) Trzeba tu zaznaczyć, że choć mogliśmy zaliczyć się do licznej grających z nim muzyków, nigdy nie byliśmy jego zespołem. To powodowało, że nasze relacje były zawsze dobre ,jasne i klarowne. I takie pozostały. Niemen współpracował zawsze z dobrymi muzykami. Pierwszy autorski zespół Akwarele tworzyli muzycy nieistniejących już Chochołów. Nazwiska Jacka Mikuły, Tomasza Jaśkiewicza, Janusza Zielińskiego, Andrzeja Nowaka, Józefa Skrzeka, Antymosa Apostolisa, Jerzego Piotrowskiego (ta ostatnia trójka utworzyła po rozstaniu z Niemenem zespół SBB) – rekomendacji nie wymagają. Podobnie, jak nazwisko tragicznie zmarłego Piotra Dziemskiego – jego ulubionego perkusisty. Piotr był niezwykle utalentowanym i bardzo pracowitym młodym człowiekiem. Jak to się mówi, nadawali na tych samych falach. Czesław bardzo przeżył jego śmierć. A gdy go zabrakło, rozpadł dię najwyżej ceniony przez Czesława zespół – Niemen Aerolit.
W czasach PRL muzycy otrzymywali honoraria na podstawie tzw. Weryfikacji. Dotyczyło to wszystkich uprawiających muzykę rozrywkową czy jazzową, niezależnie od wykształcenia muzycznego. Egzamin weryfikacyjny należało złożyć przed specjalnie powoływana komisją. Weryfikacje dzieliły się na kategorie: A, B, S i tzw. Ministerialne. Otrzymywane stawki zależały od odpowiedniej kategorii. Jak wspomina Andrzej Nowak, dochody z jednego koncertu Niemena (lata 1974 – 75) sięgały kilkuset tysięcy złotych , a honoraria dla muzyków wraz z Czesławem dochodziły do sześciu tysięcy. Piotr chyba nie miał jeszcze wtedy weryfikacji i jemu wypłacał honorarium Niemen z własnej kieszeni.
- Przyszło nam współtworzyć z Czesławem trudną muzykę – mówi Andrzej Nowak.
- Efektem prawie dwuletniej współpracy jest płyta „Niemen Aerolit”, na której znalazła się zaledwie pierwsza część koncertu. Czesiek był bardzo pracowitym człowiekiem. Zawsze będę go cenił za wspaniały głos, niezwykłe pomysły muzyczne i odwagę. Na koncerty przychodziły kilkutysięczne tłumy i wysłuchiwały ponad dwugodzinnej dawki trudnej muzyki i poezji. Były to suity przeplatane recytacjami poezji Norwida i Herberta. Ten ostatni nie był mile widziany przez władze, ale Czesiek wcale się tym nie przejmował i robił swoje. Z Sopotem, gdzie w Operze Leśnej zagrałem z nim pierwszy koncert, wiąże się tez wspomnienie niezwykłego wydarzenia muzycznego. Graliśmy w kościele przy Monte Cassino w czasie mszy św. Na dole, przy ołtarzu, Czesław na moogu. Towarzyszył mu Helmut Nadolski obsługujący różne dziwne instrumenty. Ja grałem na chórze na organach kościelnych – kończy swe wspomnienia Andrzej Nowak.
Przed grupą Aerolit i Laborką zespoły Niemena zasilali czołowi polscy jazzmani : Janusz Muniak, Zbigniew Namysłowski, Czesław Bartkowski, Janusz Stefański, Michał Urbaniak. W tym kontekście współpraca z Czesławem była niezwykle nobilitująca.
W 1975 r. graliśmy repertuar z dwóch płyt i bardzo żałuję, że nie braliśmy udziału w nagraniu. Była to kontynuacja tego, co rozpoczynał z zespołem Aerolit. Czesław wymagał od muzyków pewnego oddania i współpracy. I trzeźwości. A z tym różnie bywało. My, szczególnie podczas wakacji w 1975 roku, do aniołków nie mogliśmy się zaliczać. Tuż przed naszym spotkaniem w Żaku spędziliśmy artystyczne lato zorganizowane przez studenckie środowisko Poznania w Mrzeżynie koło Międzychodu. Na koncerty do Żaka przychodziliśmy każdy ze swoją butelką czerwonego wina. Tak dla kurażu, w myśl modnego wtedy hasła : bez gazu nie ma jazzu. Nie zapomnę jak nas przywitała w garderobie śliczna dziewczyna (To była Małgosia – narzeczona, a w niedługim czasie żona Czesława) : „Panowie, czy wiecie jak szkodliwy jest alkohol ?” Potraktowaliśmy to z wyrozumiałą łagodnością, jak truizm. Ale Czesław w pierwszej rozmowie telefonicznej do tego wrócił i musiałem go solennie zapewniać, że to był tylko wakacyjny epizod i, że nigdy w czasie koncertów nie korzystamy z alkoholowego wsparcia.
W 1977 roku Jazz Jantar rozpoczynał się w Szczecinie. Laboratorium występowało w podwójnej roli – pod własnym szyldem i jako zespół akompaniujący Czesławowi. Graliśmy wtedy w kwintecie, z Pawłem i Krzyśkiem Ścierańskimi.
- Pamiętam te koncerty – mówi Krzysztof Ścierański.
- W czasie tej trasy i w Indiach miałem okazję z bliska obserwować człowieka, który zawsze mnie fascynował. Były to też wtedy całkiem nieodległe czasy, gdy od muzyków z nim grających (SBB) uczyłem się grać. Czesław Niemen wyznaczał w Polsce trendy i style. Gdy zamieszkałem w Warszawie, nasze spotkania były zawsze pełne ciepła i serdeczności. Tą bliskość zawdzięczam wspólnemu graniu – kończy Krzysztof refleksyjnie.
Czesław był człowiekiem bardzo wrażliwym i zawsze solidarnym z ludźmi dotkniętymi przez los.
- W środku lata 1977 roku wraz z grupą muzyków tworzących ten skrzyknięty ad hoc zespół Czesława znaleźliśmy się w Bukareszcie – wspominali Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski.
- Miasto zostało zrujnowane trzęsieniem ziemi. Koncert miał być moralnym wsparciem dla mieszkańców. Zabraliśmy tylko aparaturę odsłuchową, bo gospodarze zapewniali profesjonalne nagłośnienie. O wadze, jaką Czesław przywiązywał do brzmienia przypominać nie trzeba. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że to wspaniałe nagłośnienie to jedno-watowe głośniczki zamontowane do każdego z pięciu tysięcy foteli w ogromnej sali konferencyjnej jednego z pałaców Ceausescu. I wtedy Czesław, który początkowo nie chciał słyszeć o graniu zdecydował, że odwrócimy nasze odsłuchy w stronę publiczności i zagramy.
- Zawsze uczyliśmy się od Cześka najnowszych technologii, bo on się na wszystkim znał. Moje instrumenty próbowały nadążyć za Cześkowymi. Stąd pamiętam szok, jakiego doznałem na koncercie w zrujnowanym Bukareszcie – dodaje Janusz.

Nie zadzwonię już do Czesława. W jednej z moich ostatnich rozmów telefonicznych zapytałem go, jak by jednym słowem nazwał swój stosunek do świata. Po długiej ciszy usłyszałem – „ Zdumienie „.

_________________
Dziś, gdy Ciebie mi brak ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY