[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest pn gru 11, 2017 21:55

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt lut 14, 2006 16:09 
ciesze sie ze ktos jeszcze tez doszukal sie podobienstwa z mahavishnu - tak jak ja - czy niemen
nae powiedzial ze sa tam rzeczy ktore gdzies sie juz slyszalo
tak - trzeba bylo slyszec najpierw mahavishnu
jak ktos nie sluchal - to skad moze wiedziec?

---- sa tam rzeczy ktore gdzies sie juz slyszalo ----

ladnie powiedziane byloby to - gdyby chodzilo o wlasna plyte - ale w artykule jest akurat mowa o muzykach wspoltworzacych
skrzek ta plyte aranzowal - to slychac widac i czuc

szkoda ze na innych wlasnych plytach artysta nie doszukiwal sie fragmentow ktore gdzies sie juz slyszalo-

jak to bylo z ta belka w oku - ???


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt lut 14, 2006 20:18 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Fragmenty zasłyszane przez Niemena u innych, a znalezione potem na jego płytach to inny wątek. Warto poświęcić mu odrębny kącik tematyczny. Jakoś nie zwrociłeś uwagi na inny wywiad z Czesławem, dostępny na tym forum (http://www.venco.com.pl/~dsier/Niemen/f ... .php?t=472). Dla porządku przytoczę najistotniejszy fragment rozmowy Niemena z dziennikarzem:

Cytuj:
"Skrzek był już wtedy wschodzącą gwiazdą naszego rocka. Czy konflikt, który spowodował rozstanie był tylko ambicjonalny, czy również muzyczny? On od początku miał ambicje, żeby robić swoje rzeczy. Ja byłem wymagającym szefem, ale - liberalnym. To nie zawsze było dobre, co dostrzegam słuchając po latach naszych płyt... Bo uważam, że ewidentne zapożyczenia nie mają racji bytu. Nie mówię, iż sam jestem święty. Na pewno od innych sporo się nauczyłem. Natomiast nie uprawiałem „cytatów". Kiedyś nawet miałem takie rozmowy z Namysłowskim. Mówił, że trzeba grać standardy, aby dobrze grać. A ja na to, że właśnie - nie. Bo jak gitarzysta umie wszystkie zagrywki Hendrixa, to już się nigdy od tego nie odczepi, nie zagra nic swojego... Ja nie uczyłem się standardów i potem uchodziłem za takiego faceta, co to tylko dotyka, nie umie grać (śmiech). Jestem pewny, że kiedyś ktoś przeanalizuje, czy moje granie jest warte miana swoistej - żeby nie powiedzieć: odważnej - wirtuozerii. Najważniejszy jest spontan, a nie kalkulacja... A ze Skrzekiem zagraliśmy podczas olimpiady w Monachium w światowym gronie - obok Charlesa Mingusa i Mahavishnu Orchestra. No i Skrzeka, Piotrowskiego i Apostolisa poraziło wtedy to jazzrockowe Mahavishnu. Nie ukrywam, że mnie także... Ale żeby bazować tylko na tym?".


Więc w kwestii tej belki masz rację, czy też nie? Skoro możesz zasypać nas przykładami niemenowskich zapożyczeń (he, he - sam kilka może też bym znalazł), to załóż nowy temat i podyskutujemy. Pamiętaj jednak o cienkiej granicy w tej materii, która różni świadome zżynanie od twórczej inspiracji.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt lut 21, 2006 16:23 
Cytuj:
Natomiast nie uprawiałem „cytatów". Kiedyś nawet miałem takie rozmowy z Namysłowskim. Mówił, że trzeba grać standardy, aby dobrze grać. A ja na to, że właśnie - nie. Bo jak gitarzysta umie wszystkie zagrywki Hendrixa, to już się nigdy od tego nie odczepi, nie zagra nic swojego... Ja nie uczyłem się standardów i potem uchodziłem za takiego faceta, co to tylko dotyka, nie umie grać (śmiech).
bzdury wierutne wirqu w tym cytacie - jak zwykle - bzdury wierutne dostajemy do wierzenia

- tym razem dla odmiany - pochwala nieuctwa
no po co sie uczyc - jeszcze moznaby sie bylo czegos nauczyc!! ojej!! nie!!
nie mozna grac standardow - nie mozna grac hendrixa

otoz - dwa punktu tylko zeby sie nie rozpisywac:

1- to ze ktos w szkole muzycznej przegrywa sobie mozarta czy griega nie znaczy ze bedzie gral tak jak oni
jezeli ktos studiuje kompozycje beethovena czy mahlera nie znaczy ze bedzie komponowal jak oni
- to jest tylko ta konieczna nauka warsztatu potrzebna do dobrego wykonywania rzemiosla
bez tego bedzie to tylko osmieszanie sie i wywazanie otwartych drzwi

2- wszyscy muzycy - moze do rock and rolla - przegrywali sobie standardy - powazka caly jazz - i miles i trane i ornette i mingus
i nic im sie od tego nie stalo - kazdy byl indywidualnoscia - i to powaznym indywidualista - dzieki glebokiemu zakorzenieniu w tradycji
wlasnie grywanie standardow dawalo takie zakorzenienie
bo bez tego korzenia wyrasta kwiatuszek szybciutko - i szybciutko usycha

Cytuj:
Bo jak gitarzysta umie wszystkie zagrywki Hendrixa, to już się nigdy od tego nie odczepi
moze i racja - bo sam nae nigdy nie odczepil sie od murzynsko-prawoslawnych zaspiewow i pseudoorientalnych ozdobnikow
a te tzw kompozycje... - dajmy temu spokoj na razie

chyba jednak rodzice mieli racje gdy ostrzegali nas i mowili ze ta muzyka zepsuje nam sluch gust i resztki muzykalnosci

nie wymagamy juz od tzw artystow - dziel - wspanialych - takze technicznie - zakorzenionych w tradycji i osadzonych we wspolczesnosci - i patrzacych smialo w przyszlosc

- muzyka nie jest juz dla nas swietem

dzieki takim panom rockowcom - boimy sie ze wiedza i poznanie sa przeszkoda w odbiorze dziela

robimy sie za ich namowa nieukami - zeby nie moc ocenic ich wielkiego muzycznego -kunsztu-
bo posklejanie trzech czy czterech akordow w prostym rytmie z dodana mniej lub bardziej pasujaca linia melodyczna do spiewania - zadnym kunsztem nie jest

dla uspokojenia nazywamy ich sobie wybitnymi artystami geniuszami - a ich wytwory - dzielami
i cieszymy sie ze mamy kontakt z prawdziwa sztuka przez duze s
gorzko-gasket


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: wt lut 21, 2006 21:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Hey, Gas, rozchmurz się i wyluzuj. Myślę, że przesadzasz z "bzdurami i pochwałą nieuctwa". Oczywiście zgadzam się, że warsztat muzyka to nieustanne ćwiczenia, granie wprawek, spisywanie i odgrywanie cudzych solówek, analiza wzorcowych kompozycji, ale domyślam się, że Niemen użył zbyt daleko idącego skrótu myślowego.

Mój najzupełniej osobisty pogląd, niemający żadnego oparcia w literaturze przedmiotu, stanowi że jazz był (i jest) sztuką muzykowania stosunkowo nieskomplikowaną co do formy. Są tu proste tematy, schematycznie z reguły wyznaczane solistom pola do improwizacji, dominujące znaczenie ma chwilowa wyobraźnia i emocje oraz instrumentalna ekwilibrystyka wykonawców. Wiem, Gasket że zaraz wyliczysz mi:

- suity jazzowe Duke'a Ellingtona,
- "progressive jazz" Woody Hermana i Stana Kentona
- klasycyzujący Modern Jazz Quartet,
- "Trzeci nurt" Guntera Schullera
- twórczość Gila Evansa (w tym okres wspólpracy z M. Davisem),
- i wiele innych jazzowych działań wykraczających poza opisany schemat.

Lecz generalny obraz pozostanie, taki jak wyżej - jazz to nie filharmonia. Podobnie ma się sprawa z rockiem. Obie te muzyczne gałązki, wyrastające z pnia muzyki, mają charakter wybitnie użytkowy (służyć miały - i służą - głównie rozrywce) w odróżnieniu od misji przypisywanej tzw. "muzyce poważnej". Stąd porównywanie bezsprzecznej maestrii kompozytorskiej twórców symfonii, sonat, oper z nieskomplikowanymi architektonicznie utworami rocka - w tym progresywnego - mija się z celem.

Standardy ... cóż były "solą" jazzu z kilku podstawowych powodów. Jak wspomniałem liczyły się tu proste tematy, a w początkach jazzowego zjawiska muzykowanie służyło rozrywce. Brało się więc chwytliwe lub popularne melodie (dziś rzeklibyśmy przeboje) i "przetwarzało" na język i formy właściwe jazzowi. Poza tym znajomość standardów ułatwiała muzykom kooptowanie się w zespoły. Jazz nie znosi stagnacji. W jego rzeczywistości istniała (i jest nadal) znaczna "fluktuacja" w obsadzie instrumentalnej. Łatwo więc przychodziło znalezienie naturalnego, muzycznego porozumienia, z nowymi muzykami, mającymi opanowane najpopularniejsze standardy - w tym również tworzenie składów "ad hoc" - na jedną sesję nagraniową lub trasę koncertową. Dzięki temu (przykład najzupełniej teoretyczny) perkusista z USA mógł śmiało udać się na stary kontynent, aby zmontować tam kwartet z czeskim basistą, polskim saksofonistą i szwedzkim pianistą.
Rockmeni też grali standardy. Inne i inaczej. Lecz w porównaniu do światka jazzmenów owe fluktuacje były tu trochę rzadsze, a niektóre zmiany personalne w najpopularniejszych zespołach rockowych powodowały czasem emocje porównywalne z transferami piłkarskich gwiazd. Aby daleko kamyczka nie rzucać wyszukajmy sobie na naszym forum przykłady z polskiego podwórka (Niemen vs SBB).

Czesław Niemen dokonał pewnego skrótu myślowego, bo przecież początkowy okres jego kariery to były standardy - albo wykonywane wprost, albo też modyfikowane jako własne piosenki. I nie o co tu kruszyć kopii. WSZYSCY muzycy czerpią z pewnych źródeł: i ci "poważni", i ci "rozrywkowi". Każdy ma swojego guru, idola, wzorzec. Na tym polega twórczość. Nie tylko muzyczna: literatura, sztuki plastyczne, teatr ...

Sądzę, że Niemenowi zależało na oczyszczeniu autoryzowanej przez siebie muzyki z oczywistych zapożyczeń. Nie jest to nigdy możliwe. Są muzycy starający się nie słuchać nagrań konkurencji, ale to w zasadzie utopia. Nie wierzę w realność takich postaw. Być może (rzucam ten temat, bez głębszego przemyślenia) Niemen odseparował się od współpracy z „żywymi” muzykami, wybierając robotestrę, czułą jedynie na czesławowe programowanie, chcąc uniknąć angażowania gitarzysty brzmiącego jak pan X albo basisty kopiującego pana Y.

Napisałeś:

Cytuj:
chyba jednak rodzice mieli racje gdy ostrzegali nas i mowili ze ta muzyka zepsuje nam sluch gust i resztki muzykalnosci
- muzyka nie jest juz dla nas swietem
dzieki takim panom rockowcom - boimy sie ze wiedza i poznanie sa przeszkoda w odbiorze dziela


Ponure Twoje oceny, Drogi Gaskecie, zaś proroctwa czarne. Rock i np. hip – hop nie zepsują słuchu i muzykalności. Pod jednym warunkiem: że odbiorca nie zamknie się na inne dźwięki. Przecież progrock, który tak lubimy, jest dla wrażliwego słuchacza paszportem otwierającym granice krain z napisem jazz, muzyka klasyczna … (dopisz inne rodzaje).

Muzyka jest jednak dla nas świętem. Inaczej nie pisalibyśmy o niej na tym forum z takim entuzjazmem. I nie mam na myśli całej ludzkiej populacji. Lecz tych fanatyków, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez świadomie włączonej płyty albo koncertu wybranego z radiowej oferty programowej. Zauważ, że to forum łączy może niewielu, bo 176 miłośników muzyki (warto powitać zarejestrowanego dziś PxSxZ), ale są to odbiorcy szukający w sztuce dźwięku wartości, a nie tylko rozrywki.

słodko
wireq


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn lut 27, 2006 12:42 
wireq pisze:
Muzyka jest jednak dla nas świętem. Inaczej nie pisalibyśmy o niej na tym forum z takim entuzjazmem. I nie mam na myśli całej ludzkiej populacji. Lecz tych fanatyków, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez świadomie włączonej płyty albo koncertu wybranego z radiowej oferty programowej. Zauważ, że to forum łączy może niewielu, bo 176 miłośników muzyki , ale są to odbiorcy szukający w sztuce dźwięku wartości, a nie tylko rozrywki.

no to szukaja nie tam gdzie trzeba szukac!!! - bo:
wireq pisze:
Obie te muzyczne gałązki (jazz rock), wyrastające z pnia muzyki, mają charakter wybitnie użytkowy (służyć miały - i służą - głównie rozrywce) w odróżnieniu od misji przypisywanej tzw. "muzyce poważnej".
wlasnie - tu jest ta niekonsekwencja ktora niepokoi mnie od czasu odkrycia tego forum pare miesiecy temu -
niekonsekwencja - stosowanie np terminologii powaznej do rozrywki - i - niestosowanie kryteriow upowazniajacych do stosowania takiej terminologii

ogolnie wyglada to tak ze ktos pisze - jest to tylko ogolny przyklad ktory stosuje sie i do gigantomanii i do ilustracyjnosci i do innych tez wysuwanych na tym forum - prosze nie cytowac ze nigdzie cos takiego nie padlo
- niemen to geniusz - pisze ktos
- tak - bardzo duzy - odpowiada forum
- gasket pisze - geniusz to moze byc mozart - bo jak mial 6 lat to pisywal kwartety - i po wysluchaniu nieopublikowanego wowczas miserere allegriego - zrobil transkrypcje z pamieci - jako dziecko
- gaskecie - nie powrownuj do powaznej - bo tu rozrywka
- no to nie nazywaj geniuszem - bo i sztucznie pompujesz nae - i zniewazasz geniuszy prawdziwych
- jesli nie lubisz nae to co tu robisz? uczucia ci brakuje zeby geniusz zauwazyc
- tak tak tak - odpowiada forum

dzieki postowi wirqa dochodzimy do sedna sprawy - do konfliktu
konflikt miedzy cytuje - odbiorcami szukajacymi w sztuce dzwieku wartosci a nie tylko rozrywki - a muzyka w ktorej szukaja wartosci a ktora cytuje - sluzyc miala i sluzy - glownie rozrywce

w przypadku naszego bohatera problem nie do przeoczenia - warty osobnego postu - zaloze go zaraz zeby nie zapomniec - mozemy go potem z czasem uzupelniac


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Do tematu ...
PostZamieszczono: pn lut 27, 2006 17:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3238
Ten topic dotyczy arcyciekawego wywiadu Pawła Brodowskiego, przeprowadzonego przed podróżą :N:-a do USA i prawie trzy lata przed wyjazdem Niemena na koncerty do Związku Sowieckiego ...

Nie pisaliśmy za wiele o albumie z piosenkami rosyjskimi i koncertach na Wschodzie...
Czas wreszcie poruszyć ten omijany dotąd wątek.

Darek Sieradzki cyt. wywiad Pawła Brodowskiego pisze:


JF: Czy możesz powiedzieć jak przygotowywałeś się do nagrania albumu „Russische Lieder" ?

CN : Pojechałem na to nagranie zupełnie nieprzygotowany, zresztą celowo nieprzygotowany. Uwielbiam tego typu przedsięwzięcia. W ten właśnie sposób nagrywałem już na przykład muzykę do filmów. Zabrałem ze sobą jedynie gitarę i tzw. „piesiennik". Aranżacje opracowywałem ad hoc (...)
(dalej o planach tourneé po Rosji) Ostatnie wyjazdy zagraniczne w tym składzie były nie mniej udane od poprzednich. Spotkaliśmy się z serdecznym przyjęciem w NRF. Bardzo cieszę się również na nasze wspólne dwumiesięczne tourneé po ZSRR, planowane na zimę przyszłego roku.
JF: Więc mimo wszystko znowu włóczęga ?

CN : ...w tym wypadku cieszę się wyjątkowo, gdyż jadę tam koncertować po raz pierwszy.


Z tym nieprzygotowaniem to trochę nie tak... Śmiało można powiedzieć, że wszystkie wcześniejsze studyjne podejścia do piosenek rosyjskich , a więc sesje z 1966r. i z 1973r. były bardzo udanym przetarciem przed sesją "Russische Lieder".
A więc : improwizacja pojawiła się przy nagrywaniu już dobrze znanego i ogranego materiału .

Co ciekawe: podczas tourneé po Rosji piosenki z płyty "Russische Lieder" były wykonywane nie tak często, jak można by się tego spodziewać (dwie, trzy piosenki w koncercie 2,5 godzinnym). Stanowiły intermezzo między wierszami Norwida śpiewanymi po polsku i po rosyjsku.
W samym Sankt -Petersburgu :N: ze swoją grupą dał ok. .. 30 koncertów :!:

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: czw lip 09, 2009 19:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt kwie 20, 2004 17:08
Posty: 2302
Markovitz napisał:
"Z tym nieprzygotowaniem to trochę nie tak... Śmiało można powiedzieć, że wszystkie wcześniejsze studyjne podejścia do piosenek rosyjskich , a więc sesje z 1966r. i z 1973r. były bardzo udanym przetarciem przed sesją "Russische Lieder".
A więc : improwizacja pojawiła się przy nagrywaniu już dobrze znanego i ogranego materiału ."

O jakim ograniu materiału mówi Markovitz - nie bardzo rozumiem?
Cała płyta "Russische Lieder" zawira 10 piosenek.
A ile można byłoby z "grubsza" uznać za "ograne" i które z tego CBS-owskiego longplaya?
"Kolokoltschik", "Po dikim stepiam Sabajkala" (to było jednak w 1965) i co jeszcze?
No może "Tschornyje Browi..." z 1972 roku.
A pozostałe?
Wzięły się z powietrza?
I zauważmy różnicę jakościową pomiędzy tymi wersjami.
Zdecydowana progresja wokalna i instrumentalna.

(*)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pt lis 09, 2012 14:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw lip 28, 2011 20:48
Posty: 187
Czesław Niemen powiedział " są tam rzeczy , które się kiedyś słyszało". Wskazuje to na awersję Czesława Niemena do powielań, nowe , nowsze, najnowsze. Czytałem wywiad, który udzielił w czeskiej prasie Karel Gott w roku 2011. Mówił , wielokrotnie namęczy się nad nową twórczością, mnóstwo pracy , zaangażowania róznych ludzi , i podczas koncertu nowe kompozycje wykonywane ze starannością są pomijane przez publiczność, ludzie wyrażnie domagają się tych kompozycji, które znają i lubią w wykonaniu Karela Gotta. Następny przykład , Tadeusz Wożniak, porównam 1, Zegarmistrz światła i 2, Piosenka z serialu Plebania. To jest to samo, tylko prościej, prościej . Świetnie słychać. Właśnie to co się zna , lubi, już się słyszało , jest to coś. Jestem na koncercie Haliny Kunickiej , i co oczekuję , a co słyszę . To , co słyszę rzeczywiście, i to co rzeczywiście chcę na tym koncercie posłuchać , to jest to samo , myśli moje i Haliny Kunickiej nie rozmijają się w jakiś nowych przestrzeniach.
Jestem na koncercie Czesława Niemena we Wrocławiu , grudzień 1980, w Hali Ludowej. Słyszę , mówi i śpiewa Czesław Niemen, słyszę muzykę z taśmy. Jestem na koncercie Boney M. w Krakowie , latem 1979 roku, wszystko z taśmy, mikrofony są włączane na kilka słów wypowiedzianych przez zespół.
Jestem na koncercie Krzysztofa Klenczona i co, krzyczymy , domagamy się "10 w skali Buforta" i to musi być zaśpiewane. Absolutnie, Krzysztof Klenczon nie chciał nawet się wychylić czymś nieznanym , repertuar "Trzy Korony" był realizowany. Z tej piosenki Krzysztof Klenczon jest znany i taką piosenkę śpiewał , po to przyszedłem na koncert , aby słuchać i słyszałem dwukrotnie.
Koncert Czesława Niemena wiosną 1979 roku we Wrocławiu w Teatrze Polskim. Czesław Niemen realizuje popisy na syntezatorze i popisy wokalne. Repertuar z Idee fixe i Pielgrzym. Usłyszałem Czesława Niemena w nowym repertuarze. Takie czarowanie plastikiem, czyli syntezatorem i czarowanie głosem usiłującym imitować ludzi mieszkających w rejonie Morza Śródziemnego. No proszę, bez wycieczki nad Morze Śródziemne usłyszałem imitację dżwięków znad Morza Śródziemnego. Po prostu , wrażenie takie , Czesław Niemen zaprasza na taką imitację wycieczki nad Morze Śródziemne, i siedząc wygodnie w fotelu teatralnym mieć uczucie przebywania nad Morzem Śródziemnym.
Kontynuuję " to co się kiedyś słyszało".
Dziwny jest ten świat , śpiewa Niemen w latach sześćdziesiątych, jesienią 1974 Niemen jest na Wembley , słucha koncertu Pink Floyd. Słucham Pink Floyd płyta Wish you were here , z roku 1975 i słucham Dziwny jest ten świat Niemena , oryginalny , z Akwarelami. Miejscami, to właśnie Pink Floyd podążają za Niemenem. To odczucie już kilkadziesiąt lat towarzyszy mi. W roku 1974 Niemen wypowiada się o koncercie Pink Floyd z uznaniem.
W roku 1975 , moje zdanie, Pink Floyd korzystają z osiągnięć Niemena. Dziwny jest ten świat i miejscowo płyta Wish you were here. Ale zamiana !
"to już się kiedyś słyszało"
Pozdrawiam
Jurek


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY