[N]

Niemen Aerolit

Forum fanów Czesława Niemena
Dzisiaj jest sob lis 25, 2017 12:10

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: wt sty 27, 2004 2:26 
Offline
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt sty 20, 2004 2:29
Posty: 444
Lokalizacja: Warszawa
  • Podziel się:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
Niemen - akcent słowiański
z Czesławem Niemenem rozmawia Paweł Brodowski

Jazz Forum, suplement 6/73

Błyskawicznej kariery Czesława Niemena na Zachodzie nie doczekaliśmy się. Złudzeń takich zresztą nie ma on sam. Faktem jest natomiast, że od paru lat — cegiełka po cegiełce — buduje on tam sobie reputację na miarę swojego talentu.

W dwa lata po nawiązaniu współpracy z zachodnioniemiecką filią wytwórni CBS, legitymuje się Niemen nie błahym, bo trzypłytowym dorobkiem. Obecnie z zainteresowaniem oczekujemy jego czwartej dużej płyty dla CBS, nagranej ostatnio w Nowym Jorku z udziałem muzyków amerykańskich. Każdy z dotychczasowych albumów otrzymał przychylne, czasem nawet entuzjastyczne recenzje fachowej prasy muzycznej, a działalność studyjną uzupełniły wielokrotne wyjazdy grupy Niemena na koncerty i występy telewizyjne do NRF, Belgii i Skandynawii. Do najbardziej udanych należało wspólne tourneé z zespołem Jacka Bruce'a na początku 1972 r., po którym uznano Niemena za czołowego przedstawiciela awangardy rockowej w Europie. Największy z pewnością rozgłos towarzyszył koncertowi olimpijskiemu w Monachium, na którym dzielił on estradę z takimi sławami jak Charles Mingus i The Mahavishnu Orchestra.

Na występach zagranicznych publiczność przyjmowała artystę niemal bez wyjątku bardzo gorąco. Lecz na widowni zasiadali z reguły zwolennicy trendów bardziej wyszukanych, awangardowych, stanowiący przecież niewielką część całej masy odbiorców muzyki. Nagranie płyty z piosenkami rosyjskimi było przedsięwzięciem bardziej komercyjnym. Jednak uwagę zwrócili na nią jedynie miłośnicy muzyki folklorystycznej, a sam Niemen nie jest zainteresowany wyłącznie działalnością w tym wąskim kierunku.

Wobec spiętrzenia się problemów repertuarowych i programowych, a także wobec pogłębiającego się rozłamu muzycznego i organizacyjnego wewnątrz samego zespołu, zaistniała konieczność ściślejszego samookreślenia się artysty. W tej sytuacji latem 1973 r. Niemen rozwiązał swą grupę i rozpoczął współpracę z nowymi muzykami. a perspektywy nagrania płyty w Ameryce zmusiły go do dalszej rewizji kierunku swojej działalności.

W wywiadzie przeprowadzonym tuż przed wyjazdem do Nowego Jorku Niemen, z dużą dozą szczerości i samokrytycyzmu, ocenia swój ostatni dorobek. Jednocześnie uwypukla momen-
ty konstruktywne, w oparciu o które budować będzie kolejny etap swojej twórczości.

JAZZ FORUM: Którą ze swych zagranicznych płyt cenisz sobie najbardziej?

CZESŁAW NIEMEN: Choć z technicznego punktu widzenia nagranie płyty „Strange Is This World" pozostawia niemało do życzenia, uważam, że jest ona najlepsza. Przede wszystkim dlatego, że jest najbardziej osobista. Przeżywałem wtedy okres buntu — w sobie samym — przeciwko motorycznemu powielaniu tego co istniało w muzyce rock-and-rollowej. Typowy rock mnie wtedy nużył. Stąd chętnie nawiązałem współpracę z awangardowym muzykiem Helmutem Nadolskim. W zamierzeniu tym starałem się wprowadzić coś nowego, oryginalnego do rocka. Owe konglomeraty, które charakteryzowały wtedy moją muzykę, pozwoliły na zbudowanie odmiennego obrazu. (Szkoda, że nie dało się tego kontynuować, zwłaszcza, że rozstaliśmy się z Helmutem). Eksperci stwier-dzili jednak, że była to muzyka zbyt trudna, zgoła niekomercyjna. Co więcej, choć płyta otrzymała pozytywne recenzje wielu krytyków w Europie Zachodniej, nie rozeszła się w zadowalającym nakładzie. Należy jednak pamiętać, że towarzyszyła jej bardzo skromna reklama.

JF: Drugą płytą, w kolejności chronologicznej, była „Oda do Wenus".

CN: Uprzeć można byłoby się, że jest równie dobra. Wykazał się tu w aranżacji a nawet kompozycji Józef Skrzek. W rozumieniu muzyki znacznie jednak różnił się ode mnie. Nie zawsze znajdowaliśmy ze sobą wspólny język. Muszę tu zresztą przyznać, że byłem nieco zniechęcony trudną współpracą z muzykami w zespole. Spostrzegłem u nich pewien przerost ambicji. Zapatrzeni w siebie, koncentrowali się niemal wyłącznie na doskonaleniu warsztatu technicznego. Wbrew pozorom nie dawało to spodziewanych rezultatów, a jednocześnie najbardziej cierpiała na tym sama muzyka. Rozrzutność wypowiedzi prowadziła do wielu niepotrzebnych nut. W egoistycznej, zimnej spekulacji został gdzieś zapodziany klimat. „Oda do Wenus" powstała w okresie nawarstwienia się różnych sprzeczności. Mimo dużego ładunku ekspresji jest ona w sumie bardzo chłodna. Co gorsze, okazała się mało oryginalna. Są tam rzeczy, które się już gdzieś słyszało.

JF: Ale przecież i Tobie samemu zarzucano nieuzasadnioną fascynację sprawami czysto technicznymi.

CN: To prawda. Nadal mam tego rodzaju ciągotki. Nie chciałem tu powiedzieć, że jestem wrogiem techniki. Wiadomo, technika ułatwia. Umożliwia przede wszystkim wykonanie momentów tzw. architektonicznych, aranżacyjnych. Dochodzę jednak do wniosku, że im prostsze stosuje się środki, tym ciekawszy można osiągnąć efekt.

JF: Czy w Twoim przypadku potrzeba było poświęcić co najmniej trzy lata niepewnych, eksperymentatorskich poszukiwań, by zrozumieć prawdy, którymi kierowałeś się przecież w początkach swego muzykowania?

CN: Nie mam powodu lekceważyć swojego dorobku z poprzednich lat. Obiektywnie stwierdzić muszę, że było tam wiele nie tyle prostoty co prostactwa. Zresztą nie ma się co dziwić. Nie urodziłem się profesjonalistą i takim nie czuję się do dziś. W moim przypadku jest to niemożliwe. Uważam, że w każdej twórczości najważniejsze jest to co spontaniczne, co wychodzi z wnętrza. Wracając do sprawy prostoty — wydaje mi się, że w tej chwili na tyle dojrzałem, że chyba potrafiłbym robić muzykę właściwie pozornie łatwą. Łatwość polegałaby tu przede wszystkim na dużej sugestywności. Do tego właśnie będę dążyć w swoich następnych zamierzeniach. Zdaję sobie sprawę, że będzie mi ciężko, bo jednak mam ciągotki do komplikowania, do utrudniania technicznego. Będę teraz musiał stoczyć sam ze sobą wielką walkę. Zwłaszcza, kiedy przyjdzie mi wreszcie przygotować płytę dla wytwórni CBS w Nowy Jorku. Chciałbym nagrać tam muzykę oryginalną a jednocześnie strawną. Wiem, że musi tu być miejsce dla ogólnie pojętej muzyki rockand-rollowej,choć o specyficznym, osobistym zabarwieniu. Chciałbym też wnieść jakiś wyraz słowiański, na przykład wykorzystując chóry dużego formatu o specyficznym, cerkiewnym zabarwieniu...

JF: Czy podobne motywacje skłoniły Cię do nagrania płyty z piosenkami rosyjskimi?

CN: Niezupełnie. Nagrałem ją przede wszystkim dla własnej satysfakcji. Folklor rosyjski jest mi szczególnie bliski. Piosenki te śpiewałem przecież w dzieciństwie. Zresztą z zamiarem zrobienia takiej płyty nosiłem się od kilku dobrych lat. W pierwotnym założeniu miała to być płyta dla Polskich Nagrań. Dokonałem nawet pierwszych prób w Polskim Radio. Chciałem ją realizować sukcesywnie, nie spiesząc się. Zanim jednak udało mi się skompletować cały materiał, kilka z tamtych piosenek zupełnie przypadkowo pokazałem dyrektorom CBSu we Frankfurcie n/Menem, Propozycja nagrania wspomnieniowej płyty padła od nich samych. Zresztą rozmowy na ten temat zaczęły się nawet jeszcze wcześniej, podczas mojego pobytu we Włoszech w 1969 r.

JF: O ile dobrze pamiętam, długo zwlekałeś z nagraniem tej płyty. Miałeś jakieś wewnętrzne opory?

CN: Opory te sprowadzały się do czegoś innego. Nie chciałem, by mnie utożsamiano z piosenkarzem par excellence folklorystycznym. Zawsze przecież skłaniałem się ku rzeczom bardziej nowatorskim. Do tej pory zresztą mam poważne obawy, żeby wytwórnia nie zaczęła mnie nagle lansować jako przedstawiciela wyłącznie tego typu muzyki zamykając mnie tym sposobem w szczelne ramki.

JF: Wykonując więc różne gatunki muzyczne dążysz ponad wszystko do zachowania jednej tożsamości?

CN: Utarło się w światowym ruchu muzycznym, że każdy artysta koncentruje się bez reszty nad czymś jednym, swoistym, zgodnym najczęściej z obrazem jaki wyrabia mu reklama, wytwórnia, prasa. Otóż ja nie bardzo się z tym zgadzam. Z jakich racjonalnych powodów miałbym odmawiać sobie wykonywania muzyki, którą lubię i którą potrafię grać? Dlaczego też nie mógłbym nagrać — powiedzmy — eksperymentalnej muzyki do filmu?

JF: Czy możesz powiedzieć jak przygotowywałeś się do nagrania albumu „Russische Lieder"?

CN: Prawdę mówiąc pojechałem na to nagranie zupełnie nieprzygotowany, zresztą celowo nieprzygotowany. Uwielbiam tego typu przedsięwzięcia. W ten właśnie sposób nagrywałem już na przykład muzykę do filmów. Zabrałem ze sobą jedynie gitarę i tzw. „piesiennik". Aranżacje opracowywałem ad hoc na miejscu,

JF: W Twoim Wykonaniu piosenki te odbiegają nieco od oryginałów.

CN: Naturalnie, jest to muzyka stylizowana, ubeatowiona. W dużej mierze podporządkowana jest mojemu odrębnemu stylowi, chociażby w interpretacji.

JF: Czy Twój wyjazd do Stanów Zjednoczonych wiąże się z nagraniem tej właśnie płyty?

CN: W pewnym stopniu tak. Na następnej płycie chciałbym powtórzyć ten sam ładunek ciepła i szczerości, czerpiąc ze źródeł słowiańskich.

JF: Czy uważasz, że nagrywając tę płytę przekonałeś ludzi w CBS o swoich rzeczywistych możliwościach?

CN: Chyba tak. Najbardziej zainteresował ich fakt, że zrealizowałem ją wyłącznie sam, akompaniując sobie na różnych instrumentach, nakładając na playbacku wielogłosowe chóry. Utwierdziło to chyba ich wiarę, że stać mnie na wniesienie odrębnego wkładu do tzw. ogólnej kultury rock-and-rollowej. Natomiast sprawa mojego wyjazdu na nagranie do Stanów ciągnie się już od dłuższego czasu. O ile mi wiadomo, przed dwoma bodajże laty dużym powodzeniem cieszył się tam mój „Bema Pamięci Rapsod Żałobny" do wiersza Norwida. Pewien disc-jockey prezentował go podobno niemal codziennie w radiostacji w Bostonie. W związku z tym wytwórnia CBS otrzymała wiele listów z pytaniami dotyczącymi terminu mojego nagrania w Ameryce.

JF: W jakich warunkach będziesz przygotowywać się do nagrania nowej płyt?

CN: Mam przed sobą perspektywę dwumiesięcznego pobytu w Nowym Jorku w okresie grudzień — styczeń. Początkowo pracować będę sam. Zapewniono mi lokal z fortepianem i magnetofonem. Kiedy już rozpiszę aranżacje, przystąpię do prób z muzykami. Jakich muzyków dostanę? — Nie wiem. W najgorszym wypadku będą to zawodowi „sessionmani". Istnieje możliwość wykorzystania paru znanych nazwisk, np. Johna McLaughlina, Jana Hammera, lub kogoś z Santany — wszyscy oni są na stałe związani z wytwórnią CBS.

JF: Kiedy dokonasz wyboru repertuaru?

CN: W zasadzie muzykę będę komponował i aranżował dopiero na miejscu. Być może powtórzę kilka utworów z poprzedniego okresu. Na wszelki wypadek zabieram ze sobą wszystkie płyty jakie wydałem. Natomiast jeśli chodzi o instrumentarium, pracuję obecnie nad syntetyzatorem, wykorzystam na pewno melotron. Bardzo liczę, jak już wspomniałem, na udział dużego chóru, który mógłby wprowadzić do mojej muzyki elementy oryginalne. Czeka mnie jednym słowem ciężka praca. Będę musiał solidnie się przygotować, dużo przemyśleć...

JF: Myślę, że i w tekstach powinieneś podkreślić pierwiastek słowiański.

CN: Oczywiście. Będę kontynuował interpretacje wierszy poetów polskich. I tym razem częściowo oprę się na twórczości Norwida, z którą łączy mnie jakaś więź duchowa. Jego wiersze czuję muzycznie, słyszę ich rytmikę i harmonię. Upaja mnie ich potęga i monumentalizm.

JF: Mówiliśmy o Twoich płytach zagranicznych. A jak układa się Twoja współpraca z naszą rodzimą wytwórnią, Polskimi Nagraniami?

CN: Bardzo cenię ludzi, którzy tam pracują. Martwi mnie jednak brak właściwej aparatury. Co gorsze, odnoszę wrażenie, że produkcja płyt trwa tu coraz dłużej. Na ostatnią płytę („Niemen", vol. 1 i 2) musiałem czekać — właściwie nie ja, lecz ci co interesują się moją muzyką — przeszło rok. Poza tym, po ostatecznym wytłoczeniu, okazało się że ten podwójny album bardzo źle brzmi. Przyczyny tego można doszukiwać się chyba w wadliwym miksowaniu podczas tłoczenia matrycy... Są pogłoski, że w przyszłym roku Polskie Nagrania mają zainstalować w studio magnetofon szesnastośladowy. Pokusić się wtedy będzie można o nagranie płyty wyłącznie solistycznej, gdzie nałożyłbym sam wszystkie instrumenty.

JF: Nie tak dawno dałeś się poznać publiczności kinowej jako sugestywny odtwórca bezosobowej roli Chochoła w „Weselu" Wajdy. Nie wszyscy natomiast wiedzę o Twojej działalności kompozytorskiej w filmie.

CN: Pierwsze moje nagranie filmowe to muzyka do krótkometrażówki Janusza Kondratiuka pt. „Dziewczyny do wzięcia". Natomiast ostatnio — w sierpniu — zrobiłem muzykę do filmu telewizyjnego Janusza Łęskiego, pt. „Sobie — Król". Nagrywałem sam, choć również skorzystałem z pomocy gitarzysty Jurka Grunwalda. Wykorzystałem tu kilka instrumentów — syntetyzator, melotron, fortepian, gitarę a także głos. Ten rodzaj pracy bardzo mi przypadł do gustu. Myślę, że moja dalsza działalność pójdzie w tym właśnie kierunku.

JF: A inne plany?

CN: Otrzymałem ostatnio od Filharmonii w Zielonej Górze konkretną propozycję napisania muzyki w formie oratoryjnej według dowolnego libretta na duży chór i orkiestrę symfoniczną. Wyobrażani sobie tam i swój własny udział. Być może wykorzystam do tego utwór Norwida pt. „Do Najświętszej Panny Marii". Jeśli czas mi pozwoli, planuję to na koniec września przyszłego roku.

Reżyser Andrzej Kondratiuk — brat Janusza — sugeruje mi wspólne opracowanie czegoś w rodzaju misterium. Widzi on tu również współudział Helmuta Nadolskiego i Igi Cembrzyńskiej. Nie chciałbym jednak działać pospiesznie. Myślę, że na te sprawy nigdy nie będzie za późno. Najchętniej zająłbym się tym wtedy, kiedy przestanę wojażować, o czym zresztą marzę.

JF: Marzysz?

CN: Tak. Moim marzeniem jest praca na miejscu. Chciałbym mieć studio z możliwościami playbackowymi. Chciałbym eksperymentować, bawić się w tworzenie nowych rzeczy. Byłoby to możliwe gdybym nie miał zobowiązań koncertowych. Taka praca byłaby najbardziej efektywna.

JF: Czy nie wydaje Ci się, że to zniechęcenie do działalności koncertowej powstało u Ciebie w rezultacie rozczarowania i niesmaku po odejściu byłej grupy towarzyszącej? Mam tu na myśli Twoją niełatwą współpracę z Józkiem Skrzekiem, Jurkiem Piotrowskim i Antymosem Apostolisem.

CN: Być może jest w tym trochę racji. Zaznaczyć jednak muszę, że męczy mnie sama forma występowania na estradzie jako taka. Jeśli zaś chodzi o muzyków, na szczęście u nas ich nie brak. Trzon mojej nowej grupy tworzy były zespół ze Śląska „Krzak": Maciej Radziejewski — gitara, Jan Błędowski — skrzypce, gitara, instrumenty klawiszowe, oraz Jacek Gazda — gitara basowa. Na perkusji gra mało znany, utalentowany muzyk z Białegostoku — Piotr Dziemski. Sam natomiast, oprócz śpiewania, będę chciał skoncentrować się na obsłudze syntetyzatora i melotronu. Ostatnie wyjazdy zagraniczne w tym składzie były nie mniej udane od poprzednich. Spotkaliśmy się z serdecznym przyjęciem w NRF. Bardzo cieszę się również na nasze wspólne dwumiesięczne tourneé po Związku Radzieckim, planowane na zimę przyszłego roku.

JF: Więc mimo wszystko znowu włóczęga?

CN: No cóż, to prawda. W tym wypadku cieszę się wyjątkowo, gdyż jadę tam koncertować po raz pierwszy.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pn sty 30, 2006 1:37 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3236
Darek Sieradzki pisze:
Niemen - akcent słowiański
z Czesławem Niemenem rozmawia Paweł Brodowski

Jazz Forum, suplement 6/73
Ze wstępu : W 2 lata po nawiązaniu współpracy z (...) filią wytwórni CBS, :N: legitymuje się nie błahym, bo 3- płytowym dorobkiem. Obecnie z zainteresowaniem oczekujemy jego czwartej dużej płyty dla CBS, nagranej ostatnio w Nowym Jorku z udziałem muzyków amerykańskich


Chciałbym cofnąć czas do tego momentu -a Wy ? :)

Paweł Brodowski pisze:
latem 1973 r. Niemen rozwiązał swą grupę i rozpoczął współpracę z nowymi muzykami

W tym jednym zdaniu ukryty jest dramat , ale i wielka tajemnica : bo już żadnemu muzykowi nigdy później Czesław Niemen nie zaufa tak- jak muzykom znanym od tego czasu jako SBB ...

:N: : "..męczy mnie sama forma występowania na estradzie jako taka. Jeśli zaś chodzi o muzyków, na szczęście u nas ich nie brak. Trzon mojej nowej grupy tworzy były zespół ze Śląska -„Krzak":
Maciej Radziejewski — gitara, Jan Błędowski — skrzypce, gitara, instrumenty klawiszowe, oraz Jacek Gazda — gitara basowa.
Na perkusji gra mało znany, utalentowany muzyk z Białegostoku — Piotr Dziemski
".

Niewielkie rotacje składu były i wcześniej, i później : np. gdy Piotr Dziemski zastąpił perkusistę Krzaka, albo gdy Maciek Radziejewski poszedł do wojska i gitarą zawładnął niepodzielnie Sławomir Piwowar.
Sam jako uszczerbek w brzmieniu zespołu odczuwam odejście z grupy J.Błędowskiego, choć przecież Andrzej Nowak znakomicie uzupełniał Niemena w grze na klawiszach.
Właśnie ten skład wyróżniał Niemen (spośród wielu innych konstelacji) jako grupę marzeń.
Ale już w tej rozmowie pojawia się sygnał, iż Naszemu Bohaterowi bardzo przypadła do gustu praca solo. Oto kolejny cytat:

:N: : ... zrobiłem muzykę do filmu telewizyjnego Janusza Łęskiego, pt. „Sobie— Król". Nagrywałem sam, choć również skorzystałem z pomocy gitarzysty Jurka Grunwalda. Wykorzystałem tu kilka instrumentów — syntetyzator, melotron, fortepian, gitarę a także głos. Ten rodzaj pracy bardzo mi przypadł do gustu.

Zapewniam, że nie było łatwo odnaleźć autora tekstu utworu zaprezentowanego (w dwóch skróconych wersjach) w ścieżce dźwiękowej "Sobie- króla".
-O kogo zatem chodzi ?
Nie napisał tego nawet red.Dariusz Michalski w swym zbiorze radiowych wywiadów (str.76), lecz Ci, którzy jeszcze nie wiedzą - już wkrótce dowiedzą się z albumu- Dyskografii. 8)
A muzyka do filmu J.Kondratiuka, nagrana jeszcze z Grupą :n: - czy nie zasługiwała wówczas na wydanie ?
Jednak w 1973r.- plany Czesława wykraczały poza nasze najśmielsze przypuszczenia:

:N: : "Mam przed sobą perspektywę dwumiesięcznego pobytu w Nowym Jorku w okresie grudzień — styczeń. Początkowo pracować będę sam. Zapewniono mi lokal z fortepianem i magnetofonem. Kiedy już rozpiszę aranżacje, przystąpię do prób z muzykami. Jakich muzyków dostanę? — Nie wiem. W najgorszym wypadku będą to zawodowi „sessionmani". Istnieje możliwość wykorzystania paru znanych nazwisk, np. Johna McLaughlina, Jana Hammera, lub kogoś z Santany — wszyscy oni są na stałe związani z wytwórnią CBS."

Ostatecznie Hammer uparł się, że będzie grał na perkusji , bo ..w takiej roli widział go na swej płycie .. z J. Mc Laughlinem... sam Carlos Santana. No i wybitny klawiszowiec usiadł za zestawem perkusyjnym. Jaka szkoda, że :N: nie mógł zabrać do Stanów Piotra...
Ale czy dziś ktoś z młodych muzyków polskiego "topu" jest w stanie uwierzyć w możliwość dokonywania wyborów między Takimi nazwiskami przez polskiego artystę ?!
Wątpię. W zbiorowej świadomości radiowi prezenterzy zakodowali przekaz, że rock w Polsce zaczął się od Muzyki Młodej Generacji, a największy sukces zagraniczny odniosła Basia...
:wink:
Zainspirowany postami Wireqa -postanowiłem i ja (to na zakończenie) przypomnieć o istnieniu tego zapomnianego przez ostatnie pół roku podforum...

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: śr lut 01, 2006 17:13 
Markovitz pisze:
Paweł Brodowski pisze:
latem 1973 r. Niemen rozwiązał swą grupę i rozpoczął współpracę z nowymi muzykami

W tym jednym zdaniu ukryty jest dramat , ale i wielka tajemnica : bo już żadnemu muzykowi nigdy później Czesław Niemen nie zaufa tak- jak muzykom znanym od tego czasu jako SBB ...

:N: : "Jeśli zaś chodzi o muzyków, na szczęście u nas ich nie brak.
dramat to jest raczej ukryty w drugim zdaniu - ponizej
podobne zdanie napisze pozniej w swoich wspomnieniach dla teraz rocka
jedno z tych zdan budzacych u mnie biala goraczke - jesli nie brak muzykow - to nie brak takze na szczescie - niemenow
w teraz rocku dodal - a zwlaszcza perkusistow - no to dziemskich tez nie brakuje - panie madry!

ale - tak sobie mysle - moze on takim gadaniem usilowal siebie przekonac - ze znajdzie taki zespol - i ze rozpad niemena to nic -
takie samozachowawcze nie przyjmowanie do wiadomosci - prawdy - a moze fatum ktore wspominal


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: śr lut 01, 2006 19:43 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3236
gasket pisze:
jesli nie brak muzykow - to nie brak takze na szczescie - niemenow (...) dziemskich też nie brakuje - panie madry!

O to chodzi Panie mądry, że brakuje i to bardzo.
Niestety pan Gasket nie może być mądrzejszy o doświadczenie ciar na plecach, jakie były udziałem słuchaczy koncertów Grupy :n: AEROLIT .

Na koncertach w Niemczech grali utwory znane z płyt nagranych jeszcze z towarzyszeniem ulubionej Grupy Gościa.
No i wychodzi na to , że znów zirytuję niewinnym stwierdzeniem : zaiste talentów jako diamenty w tym czasie w Polsce nie brakowało -przyćmić takich zuchów jak tamto Trio .. fiu, fiu.
Nie było łatwo , a jednak ... 8)

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: śr lut 01, 2006 20:51 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Gasket napisał:

Cytuj:
jesli nie brak muzykow - to nie brak takze na szczescie - niemenow


Oj, Gasket. Zadam (bom czegoś nieświadom) pytania jak czekista: nazwiska, adresy, kontakty??? Gdzie oni są???* Ci wszyscy nowi "Niemenowie"?

* - błagam, nie ruszajmy za chwilę ś.p. Grzegorza Ciechowskiego.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: czw lut 02, 2006 12:15 
Markovitz pisze:
gasket pisze:
jesli nie brak muzykow - to nie brak takze na szczescie - niemenow (...) dziemskich też nie brakuje - panie madry!

O to chodzi Panie mądry, że brakuje i to bardzo.

No i wychodzi na to , że znów zirytuję niewinnym stwierdzeniem : zaiste talentów jako diamenty w tym czasie w Polsce nie brakowało -przyćmić takich zuchów jak tamto Trio .. fiu, fiu.
Nie było łatwo , a jednak ... 8)
na poczatek - ciesze sie ze zrozumieliscie
nae - mowiac ze nie brakowalo muzykow - bzdurzyl!
bo muzykow brakowalo - i niemenow i dziemskich i skrzekow

dlatego niemen czy sbb byli bezkonkurencyjni - bo lokalnej konkurencji nie bylo

usmiechne sie tylko na sformulowanie ze zespol aerolit przycmil sbb...
niektorzy rzeczywiscie zyja w jakims wyimaginowanym swiecie

i nie przycmila go ani laborka ani skaldowie ani alex band
za to calkowicie zmitly go - z powierzchni planety - maanam kombi jakis oddzial zamkniety
ale to juz inna bajka


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw lut 02, 2006 14:46 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Gasket napisał:

Cytuj:
usmiechne sie tylko na sformulowanie ze zespol aerolit przycmil sbb...
niektorzy rzeczywiscie zyja w jakims wyimaginowanym swiecie
i nie przycmila go ani laborka ani skaldowie ani alex band
za to calkowicie zmitly go - z powierzchni planety - maanam kombi jakis oddzial zamkniety
ale to juz inna bajka


Gasket, drogi kolego, dlaczego wrzucasz do jednego gara zbyt wiele składników: SBB, Aerolit, Laboratorium, Skaldowie, Alex Band??? Zapomniałeś jeszcze dodać orkiestry Debicha i Miliana albo ansambl 2+1. Zamiast smacznego bigosu przygotowałeś nam paskudną breję ...

Aerolit nie był prostacką kalką SBB lecz kolejnym etapem brzmieniowych poszukiwań Niemena. W poznanych przeze mnie nielicznych wersjach koncertowych Aerolit był grupą brzmiącą rewelacyjnie. To było granie inne niż z SBB - inne barwy i środki wyrazu, inna ekspresja, inna wrażliwość, inne role muzyków w zespole. A w kwestii SBB: jak mogła go przyćmić Laborka, kopiująca Weather Report, albo inne wymienione przez Ciebie zespoły z zupełnie innych dźwiękowych światów? I nie zgodzę się, że SBB zmiecione zostało przez składy spod znaku "Muzyki Młodej Generacji". Z jednej strony miłośnicy Maanamu, Kombi, czy OZ, to nie populacja odbiorców twórczości SBB, bo energetyczne choć granie prostych melodyjek niełatwo porównywać z propozycjami Skrzeka&Co. Z drugiej zaś strony konfrontacja warsztatowych umiejętności dżentelmenów z załóg "MMG" z SBB, to po troszę ustawienie na "dźwiękowym" ringu Tysona i Gołoty. Z wiadomym zresztą skutkiem ...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: czw lut 02, 2006 18:16 
wireq pisze:
SBB, Aerolit, Laboratorium, Skaldowie, Alex Band??? przygotowałeś nam paskudną breję ...
skaldow dodalem z nader prostej przyczyny - otoz jest na tym forum wielki fan tego zespolu - ktory znajdyje sie w posiadaniu wiekszosci niepublikowanych nagran nae
wspominajac skaldow jako jeden z najlepszych zespolow rockowych tamtych czasow chce sobie zaskarbic jego sympatie - moze co przysle -

co do aerolitu - sygnalizuje ze nikogo nie zacmil wtedy - bo ani nie cmil za bardzo ani za dlugo

na pewno byl to dobry zespol ale jakos tak sie rozplynal i zniknal
publika wybrala sbb a potem maanam - taki to juz biznes
no i inna bajka


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Post na raty...
PostZamieszczono: czw lut 02, 2006 19:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3236
gasket pisze:
usmiechnę sie tylko na sformulowanie że zespol aerolit przycmil sbb...
niektorzy rzeczywiscie żyją w jakims wyimaginowanym świecie ..

.. świecie wartości muzycznych, a nie paszoł-biznesu 8)
Kiedyś jednak -mam nadzieję- wszyscy posłuchamy z oficjalnej płyty np. AEROLITU w What have I done z koncertu ..
i wiem, że większość z nas zachowa się tak: :o ... z wyjątkiem Gasketa (rzecz jasna), który nadal będzie udawał, że to nic takiego ...
Zresztą nie musimy czekać do wydania koncertowej płyty -niebawem nadarzy się okazja, aby naocznie (i nausznie :lol: ) się przekonać .
edit 02 02 06; 22:46
Oczywiście schodząc na temat zaplecza menażersko- organizacyjnego Gasket ma rację - w II poł. lat 70-tych SBB pobiło inne polskie grupy na głowę.
Ale już w 1979r. panowie od MMG zdominowali media i dla SBB nie starczyło miejsca... Nastąpiło całkiem spokojne zmęczenie. Zresztą trzeba przyznać, że Trio za wysoko podnosiło poprzeczkę- jak dla tej generacji ...
gasket pisze:
wspominajac skaldow jako jeden z najlepszych zespolow rockowych tamtych czasow chce sobie zaskarbic jego sympatie (znaczy Maćka-przyp.M-tz) może co przyśle..

Nazbyt czytelny to wybieg :
nie z nami te numery ..Gasket :twisted:
.. Ale .. mimo wszystko to miłe z Twojej strony.
Gdybyś jeszcze częściej chciał stosować ten patent w stosunku do Muzyki NAE ...


Wracając do meritum tego wątku proszę Was o analizę poniżej zamieszczonej wypowiedzi Niemena z 1973r. :
Darek Sieradzki cytując wywiad P.Brodowskiego pisze:

:N: : „Oda do Wenus" powstała w okresie nawarstwienia się różnych sprzeczności. Mimo dużego ładunku ekspresji jest ona w sumie bardzo chłodna. Co gorsze, okazała się mało oryginalna.
Są tam rzeczy, które się już gdzieś słyszało.

Gdzie Waszym zdaniem są te rzeczy , które już się słyszało ?

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pt lut 03, 2006 16:57 
Markovitz pisze:
gasket pisze:
niektorzy rzeczywiscie żyją w jakims wyimaginowanym świecie ..
.. świecie wartości muzycznych, a nie [i]paszoł-biznesu
w swiecie subiektywnych i sentymentalnych wartosci muzycznych

do przypomina oda? nigdy tej plytki nie lubilem - ciesze sie ze nae takze
wolalbym posluchac np - teraz masz 16 lat owszem to jest cos

tak - 16 lat i to ile razy!


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pt lut 03, 2006 18:32 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt paź 29, 2004 17:43
Posty: 3135
Markovitz pisze:
Darek Sieradzki cytując wywiad P.Brodowskiego pisze:

:N: : „Oda do Wenus" powstała w okresie nawarstwienia się różnych sprzeczności. Mimo dużego ładunku ekspresji jest ona w sumie bardzo chłodna. Co gorsze, okazała się mało oryginalna.
Są tam rzeczy, które się już gdzieś słyszało.

Gdzie Waszym zdaniem są te rzeczy , które już się słyszało ?

Nie wiem, dlaczego Niemen tak mówił o tej płycie. Zupełnie się z Nim nie zgadzam, bo bardzo lubię tę płytę. Są tu przecież fantastyczne utwory, zwłaszcza tytułowa Oda i What a beautiful woman you are, a angielskie wersje Puppets czy What have I done brzmią świetnie. Nie wiem, co miał na myśli, mówiąc o rzeczach, które już się słyszało, może polskie wersje tych utworów?

_________________
"Wyśpiewałem duszę moją sercem szczerym..."


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pt lut 03, 2006 19:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Trudno mi opisać mój stosunek do tej płyty, bo jej prawie nie znam. Miałem z "Odą" jeden kontakt, słysząc prezentację w radiu, a było to ... hmmm ... wstyd wpisać ile lat temu.

Zauważmy jednak, że Niemen rzadko zadowolony był ze zrealizowanych w przeszłości nagrań i z reguły w wywiadach akcentował techniczne lub wykonawcze niedoskonałości, których my, jako fani, z reguły nie dostrzegaliśmy. Taka postawa pozytywnie świadczy o twórcy (jego skromności i samokrytycyzmie). Myślę, że Czesław świadomie nie wskazał nieoryginalnych fragmentów "Ody". Lubił pozostawiać krytykom pole do popisu. Najciekawsze, że niechętni mu dziennikarze z prasy muzycznej (a takich nie brakowało) nie poszli tym tropem. Czyżby w sedno trafiła Ewa pisząc: "Nie wiem, co miał na myśli, mówiąc o rzeczach, które już się słyszało, może polskie wersje tych utworów?"


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pn lut 06, 2006 15:21 
Markovitz pisze:
Gdzie Waszym zdaniem są te rzeczy , które już się słyszało ?
myslalem ze chodzi tylko o podanie zrodla - chodzilo o mahavishnu oczywiscie
jeszcze raz przeczytalem pytanie a tu chodzi o gdzie - z tego co pamietam to co najmniej w czterech miejscach - z glowy przypominam sobie tylko temat w tytulowym - ten z grzebieniem - brzmi jak mahavishnowe unisono gitary ze skrzypcami - i nie tylko brzmienie bo temat jakby caly wziety z mahavishnu
drugi to poczatek chyba com uczynil

pozostalych nie pamietam ale generalnie duch mahavishnu plata sie po calej odzie


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: pn lut 06, 2006 15:37 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 16, 2005 22:39
Posty: 3236
gasket pisze:
... brzmi jak mahavishnowe unisono gitary ze skrzypcami

Ten "duch" 'MO' leciał raczej nad polami słoneczników , ale do analogii typu "zasłyszane u McLaughlina " jest wciąż jeszcze bardzo daleko ... Poza tym relacje Grupy :n: z Mahavishnu Orch. wykraczały poza jednostronną fascynację. Hammer i koledzy nie mogli się nadziwić , że za żelazną kutyną wyrósł zespół tak oryginalny...

Były wspólne jamy i próby przed koncertem w Monachium ...

_________________
RJW: "Niemen nie jest ani wroclawski, ani warszawski.
Niemen jest Wydrzycki i jest rodzaju męskiego".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostZamieszczono: pn lut 13, 2006 18:08 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sty 23, 2006 18:58
Posty: 211
Słucham, nie wiem już który raz z kolei, „Ode to Venus”. Trochę mi wstyd, że wcześniej nie zdołałem szczegółowo poznać tej płyty. Uwzględniając czas, gdy powstawała ta muzyka (rok 1973) można być pełnym podziwu dla umiejętności warsztatowych i koncepcji artystycznej twórców albumu. Jednak analizując zapis tego, co zawiera krążek i znając ówczesne konsekwentne dążenia Niemena do poszukiwań tego, co „nowe”, nie można być zdziwionym, że ta płyta była dźwiękowym epilogiem zjawiska o nazwie Grupa Niemen. „Oda” to dokument ilustrujący efekty starcia dwóch silnych osobowości (Niemena i Skrzeka) w zespołowej skądinąd dziedzinie sztuki. Gdybym (czego nie lubię) potraktować miał ocenę wysłuchanej muzyki w kategoriach quasi-sportowych zawodów ogłosiłbym zwycięstwo koncepcji aranżerskiej Józefa Skrzeka, który nadał kompozycjom charakterystyczny rys, właściwy „szkole imienia Johna McLaughlina”. Charakterystyczne dla późniejszego SBB są obecne w większości utworów omawianej płyty podniosłe introdukcje, grane w niespiesznym tempie, długo wybrzmiewające frazy, z wyeksponowanym jasnym dźwiękiem gitary Lakisa - „Ode to Venus”, „Słoneczniki” i „From The First Major Discoveries” są tu typowymi przykładami architektury utworów nagrywanych później samodzielnie przez SBB.

Różni tę płytę od poprzednich nagrań Grupy Niemen („Strange..”, „Marionetek”, „Requiem dla Van Gogha”) znacząca przewaga partii aranżowanych. Pozbawienie muzyki na tej płycie fragmentów improwizowanych było świadomym gestem w kierunku zdobycia odbiorcy nieprzygotowanego do „pozarockowych” wrażeń. W zasadzie przestrzeń pozostawiona dla solowych wypowiedzi instrumentalnych, to krótkie, precyzyjnie przydzielone odcinki, w których liczą się lakoniczne, kipiące energią i nerwową ekspresją gitarowe komentarze Lakisa i Skrzeka. I nie jest to zarzut. Genialnie brzmi na przykład środkowa, instrumentalna część „What Have I Done”, naładowana dźwiękowym dynamitem, zagranym unisono przez organy i gitarę. Kopalnią (źródłem) pomysłów stał się przede wszystkim utwór „One Word” z płyty „Birds Of Fire” Mahavishnu Orchestra. Echa niosą po kilku utworach zarejestrowanych na „Ode to Venus”, a niewątpliwą kalką jest na przykład instrumentalny dialog Skrzeka i Apostolisa we „From The Major Discoveries”. Gdyby J. McLaughlin nie stworzył swojej Mahavishnu, wypuszczając w rezultacie w świat płyty „The Inner Mounting Flame” lub wspominaną już „Birds Of Fire”, to pewnie na „Odzie” nie byłoby też „Słoneczników”. Przyznam, że oryginalnie zastąpiono innymi środkami (grzebień, smyczek używany przez gitarzystę) skrzypce Jerry’ego Goodmana. Efekt jest rewelacyjny w odbiorze, a brzmi chwilami aż za „słodko” i wyraźnie opozycyjnie wobec klimatu pozostałych nagrań.
W „What A Beautiful Woman You Are” Grupa Niemen gra momentami charakterystyczne, skomplikowane łamańce rytmiczne jeszcze sprawniej i szybciej od Mahavishnu (jawi mi się to chwilami, jako nieprawdopodobne) i zastanawiam się, czy nie jest to w tym przypadku wynik umiejętnego montażu i obróbki materiału? Ewenementem, kompletnie wyalienowanym z klimatu płyty, jest jedynie pożegnalny „Rock For Mack”. O tym, komu zadedykowany został wiemy nie od dziś (są na ten temat stosowne posty na forum), ale bez odpowiedzi pozostaje kwestia czy utwór ten znalazł się na krążku w charakterze „wentyla bezpieczeństwa”, rozładowującego patetyczne miejscami nastroje, czy miał być rodzajem instrumentalnego żartu, albo też sygnałem, że „my też potrafimy grać klasycznego r&rolla”?

Bez głosu Niemena i jego wkładu kompozytorskiego ta płyta byłaby klimatycznie „arktyczna”. Niemen ma rację, że z „Ode to Venus” ulatują chłodne fluidy. Pomijam wokalne próby Skrzeka, które w konfrontacji z Czesławem brzmią … hmm … no dobrze – aby nikogo nie urazić – po prostu są urozmaiceniem nagrań. Lecz spróbujmy sobie wyobrazić tę płytę bez śpiewu Czesława? Czym byłaby „Ode to Venus”? Na mój gust jedynie starannym wypracowaniem, zainspirowanym dokonaniami Mahavishnu. Nie uważam, że rozpad Grupy Niemen był złem lub błędem. Przecież efektem tego muzycznego „rozwodu” było powstanie dwóch nowych, znakomitych formacji: SBB i innych składów, znanych jako Niemen Aerolit.
I jeszcze jedno – w odróżnieniu od Gasketa – polubiłem „Ode To Venus”. Chociaż w czasie znanego mi, pożegnalnego koncertu Grupy Niemen, utwory z „Ode To Venus” brzmiały ciekawiej: w porównaniu z wersjami z płyty w muzyce było więcej przestrzeni, improwizacji, niewiadomego … wolałbym usłyszeć koncert. Może ktoś z forumowiczów wie coś o tajemniczych nagraniach „live” Grupy Niemen?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY